ŻUBRY W WOLIŃSKIM PARKU NARODOWYM

Potem przez Ahlbeck wróciliśmy do Świnoujścia, tak samo zaśnieżonego.

Swinoujscie 01

Tam długo szukaliśmy jakiegoś fajnego miejsca do zjedzenia kolacji. W końcu się udało i okazało się, że warto było szukać. Nie dość, że przyjemna karczma z najprawdziwszym kotem śpiącym leniwie na krześle koło grzejnika, to jeszcze porcje smaczne i zarazem ogromne. Całe szczęście, że nie jedliśmy nic w Herringsdorfie, bo inaczej nie dalibyśmy rady tego zmóc.

Syci moglismy jeszcze trochę pobuszować po Świnoujśćiu. Lewym brzegiem, wzdłuż dawnych terenów wojskowych mijaliśmy kolejne, niedostępne kiedyś forty. O tej porze roku i dnia również były nieczynne, więc tylko rzuciliśmy na nie okiem. Wkrótce doszliśmy na sam brzeg Świny, dokładnie narzeciwko latarni morskiej. W zamglony wieczór jej światło kreśliło smugi w postaci wycinków koła. Nie trzeba byłoby spoglądać na mapę albo do spisu świateł, bo wprost z nieba dałoby się odczytać charakterystykę wysyłanego przez nią sygnału.

Swinoujscie 02

Był już późny wieczór gdy dotarliśmy do przystani promowej w Karsiborze. Musieliśmy poczekać na odpływający o dwudziestej trzeciej prom. Pomimo śnieżnej, mroźnej, wietrznej zimy za oknem, w aucie było ciepło i przytulnie. Z przymkniętymi oczami słuchaliśmy sączącego się z radiowych głośnikow reportażu o Żelazowej Woli. Mój Anioł opowiadał mi potem jak piekny jest tam park i jak niezwykle brzmi w tamtym miejscu muzyka Chopina. Nigdy w swoich wędrówkach nie udało mi się tam trafić. Może któregoś weekendu, na wiosnę, albo latem…?

Parking przed hotelem wyraźnie opustoszał, co oznaczało, że inni walentynkowi goście już odjechali. Fajnie, że my jeszcze nie musieliśmy.

Rano przełom. Dosłowny. Wielkie pole lodowe odłamało się od fragmentu przymarzniętego do brzegu i zaczęło powolutku dryfować w kierunku otwartego morza.

Miedzyzdroje 11

Przed molem powstała poszerzająca się stopniowo rynna. Niewiele wczesniej oglądalismy w telewizji nagranie z akcji ratunkowej nieostrożnego wędkarza, który dryfował na krze z nurtem Sanu. Widywalismy też ludzi spacerujących po plaży, którzy wchodzili na lód. Prawdę mówiąc to na tej pokrytej grubą warstwą śniegu płaszczyźnie trudno było zorientować się gdzie kończy się plaża i zaczyna morze. Ciarki przechodziły po plecach na samą myśl, że ktoś mało przewidujący mógł  zapuścić się daleko akurat w złym momencie i zostać teraz po drugiej stronie owej rynny.

Miedzyzdroje 12

Na szczęście cała okolica  swieciła pustką. Nie tylko kra, ale i plaża.

Nie było czasu na zbyt długie kontemplowanie, bo tego dnia już naprawdę powinnismy zdążyć do żubrów. Zaraz po śniadaniu (no, prawie zaraz, wczesnym popołudniem) ruszyliśmy na spacer po Wolińskim Parku Narodowym.

Wpn 01

Wkrótce dotarliśmy do wejścia do t.zw. zagrody pokazowej żubrów. Specjalna tablica informowała o jej charakterze, a także prezentowała aktualny skład żubrzej społeczności.

Wpn 02

Zanim jednak poszliśmy oglądać te ogromne ssaki, zatrzymaliśmy się przy dzikach, bowiem akurat jeden z pracowników niósł im kolejny posiłek. Dziki już czekały na niego przy płocie.

Wpn 03jpg

Muszę przyznać, że dzicze kły widziane z bliska budzą respekt. Nie zamierzały jednak nikogo atakować. Niczym bardzo przyjazne, nieszkodliwe zwierzątka, zajęły się przetrząsaniem sterty owoców i warzyw wrzuconej im przez opiekuna. Zwróciliśmy uwagé, że szczególnie gustowały w mandarynkach i pomarańczach. Potrafiły swoim ryjem rozłupać owoc, a potem wygryźc zaratość tak, że zostawała na śniegu jedynie skórka. Menu zresztą było bardzo urozmaicone, bo oprócz pomarańczy zauważyliśmy nawet avocado. Te mniej wybredne mogły zadowlić się porem, kapustą albo innymi warzywami.

Wpn 04

W końcu przyszła pora na główny punkt programu. Żubry wydawały nam się nieco mniejsze niż te z filmów albo reklamy piwa. Może wczesniej uleglismy jakiemuś złudzeniu?

Wpn 05

Poruszały się po zagrodzie dostojnie, jak na arystokrację puszczy przystało.

Wpn 06

Właściwie to w ogóle nie były zbyt ruchliwe. Przeszły parę metrów i zastygały w bezruchu. Wpatrzone w padające płatki sniegu, jakby zadumane nad sensem istnienia.

Wpn 07

Cztery trzymały się blisko siebie. Piąty preferował samotne wylegiwanie się w śniegu nieopodal ogrodzenia.

Wpn 08

Po sąsiedzku z żubrami mieszkali jeleń i sarna.

Wpn 09

Wszystkie te zwierżęta  (oprócz żubrów) trafiły do ośrodka z powodu braku szans na przeżycie w naturalnym srodowisku. Chore, ranne, porzucone – tu znajdowały opiekę. Niestety, doświadczenie uczy, że raz zaznawszy karmienia przez człowieka, zwierzęta zatracają zdolność samodzielnej egzystencji. Nie potrafiąc samemu zadbać o pokarm, będą nachodzić ludzkie osiedla aż do tragicznego finału czasem dla jednej, czasem dla obydwu stron. Dlatego ich los zazwyczaj bywa przesądzony. Zagroda staje się ich domem.

Azyl znalazł tu Jurand, nazwany tym imieniem orzeł bielik, który wykluł się w Puszczy Drawskiej w 1994 roku, ślepy od urodzenia. Bez pomocy człowieka nie miałby najmniejszych szans na przeżycie.

Wpn 12

Oprócz Juranda, żyją tam jeszcze dwa inne bieliki. Niezwykłe to uczucie patrzeć na ptaka, którego wizerunek jest godłem naszego kraju.

Wpn 13

Wpn 11

Z pokarmu rzuconego orłom korzystają chętnie… sikorki. Zdawało mi się, że te pięknie ubarwione ptaszki są takie milutkie. Ot, przylecą na balkon, skubną sobie odrobinę słoninki. A tymczasem przyszło nam je obserwować w roli nie różniącej się zbytnio od sępów.

Wpn 10

Obrzydliwy nie jestem, ale jakoś moja sympatia do sikorek nieco oklapła.

I wcale nie dlatego, że napatrzyliśmy się na sikorki, poszliśmy potem coś zjeść. Wcale nie. Po prostu tego dnia chcieliśmy po kolacji wrócić do hotelu trochę wcześniej.

Najpierw jednak kupilismy w sklepie kłódkę. Podczas kolacji napisalismy na niej swoje imiona i datę. Potem poszliśmy na koniec mola, przypięliśmy ją do barierki, a kluczyki rzuciliśmy w dół na pływającą nieopodal krę. Może dryfują gdzieś jeszcze po Bałtyku, a może spoczęły już gdzieś na dnie, nie do odnalezienia, by już nigdy naszej kłódki nie dało się otworzyć.

Cieśnina Tajwańska, 03.03.2010; 23:50 LT