ZAPASIEWICZ

Tak się jakoś złożyło, że ostatnio o śmierci przychodzi mi pisać… Nie żyje Zbigniew Zapasiewicz. Jeden z moich ulubionych aktorów. Pamiętam jego świetną rolę w „Barwach ochronnych”, które były kamieniem milowym mojej filmowej edukacji. Mniej więcej od tamtego czasu jako początkujący licealista zacząłem regularnie bywać w kinach studyjnych, a potem w rozmaitych DKF-ach. Gdzieś na tej fali obejrzałem  „Bez znieczulenia”, o którym także nie sposob nie wspomnieć, ale najbardziej przejmująca dla mnie scena pojawiła się  w „Matce Królów”, gdzie grający jednego z synów tytułowej matki Zapasiewicz na jakimś partyjnym wiecu (nie pamietam już dokładnie) znalazłszy się w ogniu „słusznej” krytyki, przyłącza sie do oklasków przeciwko sobie. Ten świetnie zagrany epizod więcej mówi o stalinowskim terrorze lat pięćdziesiątych niz niejedna publikacja.

Odszedł kolejny z wielkich. Teatralne role żyć będą już tylko w legendzie. Pozostały na szczęście filmy z jego udziałem. I posąg, który mam nadzieję, że stanie w Międzyzdrojach w towarzystwie Holoubka i Machulskiego.

Jiangyin, 17.07.2009: 07:15 LT

Komentarze