Z LAMUSA (13) – SCHOWAĆ SIĘ ZA CHEJU

Kurs zmienilem jeszcze poprzedniego wieczora. Tak wyszlo z nakresu wykonywanego wcelu unikniecia spotkania z obszarem sztormowym. W miedzyczasie sztorm tropikalny wyraznie zwolnil, wiec rano zrobilo sie duzo bezpieczniej. Po obiedzie wrocilismy na kurs prowadzacy do Ciesniny Koreanskiej. Martwa fala rosla jednak z kazda godzina, a nasza predkosc spadala. W koncu zdecydowalem sie zrobic zwrot na polnoc co pozwoli nam znow uzyskac normalna predkosc, a potem schowac sie za wyspe Cheju i pod jej oslona podejsc w poblize ciesniny. Jak narazie, wyglada na to, ze moj plan sie sprawdza. 

Przechyly sa jednak dokuczliwe. Nie mozna sie niczym zajac oprocz czytania, albo ogladania video (na telewizje za daleko od ladu). Milo jest czytac beztrosko, ale czekaja rozne prace biurowe (i nie tylko), a tymczasem rzeczy polozone na biurku po chwili laduja na podlodze. 

Skonczyl sie dzis czas poblazania jesli idzie o jedzenie. Czuje, ze spodnie robia sie coraz ciasniejsze. Zaczynam wiec notowac kalorie i przestrzegac diety 800-1000 kcal. Dala swietne rezultaty podczas trzech miesiecy na "Fortunie" wiec wierze, ze powiedzie sie i tu. Wszak spedze tu jeszcze jakies 7 miesiecy.

Morze Wschodniochinskie,  28.08.2000,  Poniedzialek

Komentarze