VERSACE

Jak niewielki dystans dzieli wielkość od śmieszności. Jak niewielka różnica między geniuszem a obłędem. Może właśnie dlatego największe dzieła tworzyli artyści na granicy a może wręcz pogrązeni w chorobach psychicznych, uzależnieni od srodków psychotropowych, niewolni od rozmaitych fobii, natręctw i wszelkich innych dziwactw.

W jakim stanie naprawdę tworzył Witkacy? Czy słynne „Słoneczniki” van Gogha powstałyby gdyby umysł artysty pracował na tyle jasno, że ów człowiek nie obciąłby sobie ucha? Czy chociaż połowa słynnych obrazów impresjonistów miałaby szansę powstać gdyby nie „zabwienne” działanie absyntu? Mozart przehulał swoje życie kończąc jako bankrut w zbiorowej, bezimiennej mogile, a jednak (dzięki temu?) pozostawil po sobie cały muzyczny skarbiec, nawet na łóżu śmierci tworząc poruszające do dziś „Requiem”.

Projektanci mody to także artysci (bo przeciez nie rzemieślnicy) i jak każdy wrażliwy umysł stąpają po owej ciekiej linie. Do takich należy niewątpliwie rodzina Versace.

Gianni, dziś miałby 65 lat gdyby nie dosięgła go przed domem kula mordercy.

Prawie jak Johna Lennona. Versace zresztą był dla świata mody tym, kim Lennon dla muzyki. Tyle tylko, że Lennona zabił szaleniec, a słynnego projektanta prawdopodbnie zawodowy gangster regulujący porachunki mafijne.

Geniusz Gianniego pozwolił mu w wieku poniżej trzydziestu lat wdrapać się na szczyty świata designerów, co na początku lat siedemdziesiątych nie było jeszcze takie powszechne. Yuppies zawładnęli światem dopiero jakąś dekadę później. Oczywiście początkowo, jak to zazwyczaj bywa, projektował dla innych, lecz wkrótce zaczął tworzyć własne kolekcje, a ośmielony ich sukcesem w 1978 roku otworzył w Mediolanie pierwszy butik pod marką swojego nazwiska. Po jego kreacje szybko zaczęły sięgać największe gwiazdy show businessu jak chociażby Elton John, czy Jennifer Lopez.

Strzał gangstera nie powalił firmy. Logo z głową Meduzy zostało  przejęte przez siostrę Gianniego, Donatellę. Jeżeli to nie są geny to co? Co kazało siostrze realizować się w projektowaniu ciuchów? A były to niebylejakie kolekcje, jeżeli marka tylko się umocniła. Taka na przykład kolekcja Versus to wyłączne dzieło siostry założyciela firmy.

Oczywiście Versus to nie tylko ciuchy, lecz także i gadżety jak n.p. okulary albo perfumy. Dziś żadna szanująca się marka nie zamyka się w branży wyłącznie odziezowej. Nazwiska znanych projektantów, tak samo jak na wybiegach i w butikach, pojawiają się także na półkach najlepszych perfumerii.

Czy tak oszałamiająca kariera może przynieść szczęście? Wydaje się, że tak, lecz to mogą być jedynie złudzenia. Szczęście to przede wszystkim akceptacja siebie samego. Można być powszechnie uznawanym za beznadziejną personę, ale pozostać szczęśliwym będąc przekonanym o własnej doskonałości. Może dlatego żenujące zachowania kiboli o łysych głowach i szerokich karkach, niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka, im samym dają powód do dumy oraz samozadowolenia? I odwrotnie – ktoś, którego trescią życia stało się upiększanie (szata chyba mimo wszystko, wbrew przysłowiu, trochę człowieka zdobi) ludzi, paradoksalnie sam nie akceptuje swojego wyglądu. To, co w normalnych dawkach dodawało smaku urodzie, Donatella Versace z całą powagą sprowadziła do absurdu. Uzależniona od opalania, dawkując je bez umiaru zniszczyła swoją skórę. Spustoszenie spotęgowała anoreksja, a ponieważ do ideału w rozumieniu projektantki wciąż było daleko, sytuację miały poprawić kolejne operacje plastyczne. Efekt był koszmarny.

Pisałem o genach. Czyżby i w tym przypadku? Allegra, jej córka i ulubienica wielkiego Gianniego, podobnie jak matka zmaga się z anoreksją…

Gdzie przebiega wspomniana wcześniej granica między obłędem a geniuszem? Jak to możliwe, by katując niemiłosiernie własne ciało, jednocześnie tworzyć piękne stroje, zmysłowe perfumy, niezwykłej urody gadżety, by cieszyć zmysły swoich klientów? Widać mozliwe. Nie takie paradoksy świat widywał, ale jednak trochę szokuje.

Sopot, 21.04.2011; 23:45 LT

P.S.

Wszystkich czytelników zniesmaczonych bądź zniechęconych nagłą zmianą tematyki mojego bloga uprzejmie informuję iż było to podyktowane wyłącznie względami koniunkturalnymi (cóż, "business is business"), a ściślej konkursem z pięknym czerwonym notebookiem do wygrania w połaczeniu ze sponsorowaną wizytą w miescie Łodzi, gdzie nigdy nie byłem (pomijając przejazd samochodem), więc mógłbym dorzucić jakieś wrażenia z podróży. Ponieważ konkurs właśnie się zakończył, uprzejmie proszę o zaprzestanie ostentacyjnego klikania na inne strony – już więcej nie będę i obiecuję, że wszystko wróci do normy.