URUGWAJ

Czasu jak zwykle nie mieliśmy zbyt wiele. Z dworca autobusowego przyjechaliśmy do hotelu na śniadanie oraz by trochę się odświeżyć, a zaraz potem jechalismy już na terminal „Buquebus”, z którego szybki katamaran tej kompanii miał nas przewieźć na drugi brzeg La Platy, do Urugwaju.

Urugwaj 01

Podróż zajęła mniej więcej godzinę i wkrótce wysiedliśmy w Colonia de Sacramento, niewielkim, starym miasteczku położonym na cyplu, który w swojej historii siedmiokrotnie przechodził z rąk hiszpańskich w portugalskie i na odwrót.

Ponieważ mielismy wykupioną wycieczkę, prosto z promu udaliśmy się do autokaru.

Urugwaj 10

Ten najpierw odwiózł nas na obiad i dopiero po posiłku mieliśmy dołączyć do pozostałej grupy. Oczywiście i tym razem nie obyło sie bez steku oraz bardzo smacznego wina, tym razem z winnic urugwajskich. Najbardziej jednak osobliwy był deser, który zamówił Anioł. Miał to być sernik. I był, tyle że na bazie… żółtego sera. Gruby plaster żółtego sera z galaretką.

Urugwaj 02

Rozbawiło nas to na tyle, że speszony kelner podszedł i wyjaśnił, że jesli coś jest nie tak, to on oczywiście danie wymieni. Uspokilismy go jednak, że wszytko jest ok.

Kiedy po obiedzie wróciliśmy do autobusu, spora jego część była już zajęta przez uczestników wycieczki, których wcześniej nie widzieliśmy (musieli przypłynąć innym promem). I nagle poczuliśmy się jakoś dziwnie. Jacyś ludzie przed nami mówili po… polsku. I za nami też. I obok także.

– Dziś jest prawdziwa inwazja Polaków – przywitała nas przewodniczka. Włoszka z pochodzenia.

Okazało się, że przynajmniej część tych ludzi to była jakaś wycieczka objazdowa po Ameryce Południowej. Wpadli na jeden dzień do Urugwaju. Pomyślałem, że troche smutne, gdy przyjeżdża się do jakiegoś kraju tylko przy okazji, na jeden dzień, tak jak my i tamci.

Po krótkiej przejażdżce po okolicach, podczas której pokazywano nam rozmaite stare budynki z informacjami, że ostatni raz używano ich n.p. dziesięć albo dwadzieścia lat temu,  zauważyłem różnice między tym krajem a Argentyną. Argentyna pomimo szalejącego pare lat temu kryzysu finansowego sprawiała dużo, dużo lepsze wrażenie.

Potem autobus przywiózł nas w okolice centrum. Dalej mieliśmy zwiedzać na piechotę. To było raptem kilka ulic, ponieważ jak juz wspomniałem, Colonia de Sacramento rozlokowała się na cyplu i była ograniczona jego rozmiarami. Widać to chociażby na mapce z ceramicznych płytek umieszczonej na jakims murze.

urugwaj 05

Takie ceramiczne płytki pamiętam głównie z Meksyku, ale jak widać przyjęły się i tu. Podobają mi się użyte do oznaczenia nazw ulic.

Urugwaj 04

W Urugwaju byłem wcześniej tylko raz, jeszcze w czasach studenckich, gdy odbywałem praktykę na jednym ze statków. Pamiętam niezwykłe wrażenie, gdy na naszą keję w Montevideo zajechał shipchandler samochodem z lat trzydziestych. Okazuje się, ze takie samochody mają się w Urugwaju jeszcze całkiem nieźle.

urugwaj 06

W Sacramento trafilismy na zaparkowane dwa (nie wiem czy były sprawne), a także napotkaliśmy przejeżdżające auto z lat pięćdziesiątych. Mozna więc spotkać jej jeszcze nie tylko na Kubie.

Brukowane uliczki prowadziły nas od brzegu do brzegu. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że zawarta jest w nich hiszpańsko – portugalska historia miasta. Te hiszpańskie ponoć były wybrzuszone pośrodku, a bokami biegły rowki, zwane rynsztokami, gdzie spływały rozmaite ścieki. Uliczki portugalskie na odwrót: skrajnie jezdni były położone wyżej, a rynsztok biegł wklęsłym srodkiem jezzdni. Mogliśmy zaobserwować jedne i drugie, ale tylko w tej najsztrszej części miasta. Nowsze ulice miały inny bruk i bardziej zaawansowaną kanalizację.

Urugwaj 08

Wzdłuż tych ulic rozlokowało się sporo kafejek, nastawionych głównie na obsługę turystów. Wśród nich znaleźliśmy też taką, do której dozwolone było zabieranie psów (jakkolwiek tylko do ogrodu), ale już nie dzieci.

Urugwaj 07

Słońce zdążyło juz zajść, gdy autobus zabrał nas z centrum miasta i odwiózł do portu.Ostatni rzut oka na latarnię morską, z ktorej tarasu oglądaliśmy okolicę tego popołudnia i wkrótce znaleźliśmy sie na promie.

Urugwaj 09

Podczas podróży zdążylismy zjeść kolację i niedługo potem wysiadaliśmy w Buenos Aires. Zaczęliśmy rozglądać się za taksówką do hotelu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że może ostatni wieczór w stolicy Argentyny jeszcze raz poświęcić tangu? Szybko korygujemy plany. Tomek i Paulina, którzy chcieli wreszcie skorzystać z hotelowej sauny pojechali do hotelu, a my wysiedliśmy po drodze zachodząc do El Obelisco Tango. Nazwa wzięła się od lokalizacji teatru – tuż przy obelisku upamietniającym założenie miasta.

Tango po Urugwaju 3

Spektakl był przygotowany bardzo starannie. Piękne dekoracje, większa niż w Esquina Carlos Gradel orkiestra, ale same tańce bardziej podobały mi się właśnie w Carlos Gardel. Było to jednak wybór między dwoma bardzo dobrymi programami. Ten pokaz także był perfekcyjny, a dyskutowac można co najwyzej o niuansach.

Tango po Urugwaju 1

  

Tango po Urugwaju 2

Czas spędzony na podziwianiu tancerzy minął błyskawicznie. Zbliżała się północ gdy wyszliśmy pełni wrażeń wprost na rondo wokół obelisku. Był piątkowy wieczór i wydawało się, że argentyńska stolica nie zamierza kłaść się spać.

tango po urugwaju 4

Na ulicach ruch, na deptaku tłumy, sklepiki, knajpki pootwierane. Jakoś nie chciało mi się jeszcze wracać do hotelu. Przedłużałem spacer o kolejne przecznice deptaka, aż nagle trafilismy na salon bingo. Początkowo myślałem, ze juz zamknięty, bo zbliżała się pierwsza, ale gdzie tam! Wewnątrz było mnósto ludzi. Żeby grać sprawnie i nadążać za spikerem czytajacym numery losowanych kul, Anioł obserwował ekran i tłumaczył mi półgłosem na polski. Nic to jednak nie dało. Raz zabraklo nam dwóch trafień do bingo i to był nasz najlepszy wynik. Nie szaleliśmy. Po kilku nieudanych grach opuściliśmy lokal. Jeszcze kilka minut spaceru i w końcu wsiedliśmy do taksówki, która odwiozła nas do hotelu. Od blisko dwóch godzin trwała już sobota, nasz ostatni dzień w Argentynie. Trzeba było jeszcze trochę się przespać, by byc w formie rano.

Caleta Patillos, 11.09.2009; 18:05 LT

Komentarze