TURNIEJE, TURNIEJE…

 

Piękny tydzień to był pod wzgledem sportowym. Nasze siatkarki zagrały jak za najlepszych czasów. Tenisistki tak, jak nigdy dotąd… Kibicowałem, ogladając transmisje, i jednym i drugim… Nawet nie pisnąłem ani słówka na blogu, żeby nie zapeszyć jak z wpisem „ZŁOTKA WALCZĄ O FINAŁ” podczas ostatnich Mistrzostw Europy. I prawie się udało. Do stanu 4:1 w tiebreaku w finałowym meczu z Rosją, kiedy już nawet komentatorzy uwierzyli, ze Pekin jest nasz, krzycząc „co tu sie będzie działo gdy nasze wkrótce zdobędą nastepne punkty. Nie zdobyły. To znaczy zdobyły, ale później. Najpierw była koszmarna seria, kiedy to przeciwniczkom udawało się wszystko, co chciały. Ze stanu 5:3 zrobiło się 5:10, potem 8:13 i mimo zrywu w końcówce margines błędu pozostał zbyt mały, by udało się Rosjanki dogonić. To jednak, co Polki w turnieju pokazały to najwyższa światowa klasa. Zagrały wspaniałe mecze, po których (nawet w tym przegranym) rece same składały się do oklasków. Byłoby ogromnie niesprawiedliwym zrządzeniem losu, gdyby takiej drużyny miało zabraknąć na igrzyskach w Pekinie.

Weekend znów spędziłem w Szczecinie. Sprawą numer jeden była choroba taty. Przez dwa dni odwiedzałem go w szpitalu. Na szczęście wszystko wydaje się iść ku dobremu a przede wszystkim nawet rozpoznanie może być lepsze niż sie wydawało. W srodę kolejne badania , po których wszystko powinno byc jasne.

Czasu starczyło jeszcze na przyjrzenie się z bliska katedrze z zainstalowaną właśnie iglicą, ale na nic wiecej.

Wysoko, w kuli na szczycie owej iglicy zamknięte zostały rozmaite pamiątki. Wśród nich adres tego bloga. Ciekawe czy za n.p. trzysta lat, kiedy ktos ją otworzy, będzie wiedzieć jeszcze, co taki ciąg wyrazów oznacza?

Kibicowałem też Tomkowi, który sprawdzał się w finale konkursu biologicznego. Dwa tygodnie temu miał finał z geografii. W sobotę opublikowano wyniki. 29 miejsce. Liczył na więcej, ale i tak jestem z niego ogromnie dumny. Uważam, że 29 miejsce w województwie to świetny wynik. Sam nigdy nie zaszedłem tak wysoko. Geografia była jednak tylko przygrywką do biologii, w której jest zdecydowanie lepszy. Trzymam kciuki w oczekiwaniu na wynik.

Po kibicownaiu i turniejowych emocjach wracam do Gdyni.

Kolejny tydzień wśród biurowych raportów przede mną. Na szczęscie bedzie to też tydzień z Aniołem. I to jest najpiękniejsze.

Białogard,  20.01.2008; 22:40 LT