SŁODKIE LATA 20., 30.

Za ileś lat przez Nowy Świat,

Już inni ludzie wieczorami będą szli,

A jednak wiem na pewno, że melodyjką zwiewną,

Powrócą nasze dni.

Lata dwudzieste, lata trzydzieste…

Powracały wielokrotnie. Tym razem w reżyserii Jana Szurmieja, na gdyńskiej plaży w ramach sceny letniej Teatru im. Gombrowicza.


Scena nad brzegiem Bałtyku, szum fal, zapadający powoli zmierzch… Uwielbiam tę atmosferę. Dwa lata temu oglądaliśmy pod orłowskim klifem „Greka Zorbę”, w ubiegłym roku słuchaliśmy piosenek Piaf w niesamowitym wykonaniu Doroty Lulki, a teraz przyszła kolej na „Słodkie Lata 20., 30…”.

Lata 20-te  01

Wszystko zaczęło się od piosenki o Gdyni, bo przecież nie mogło jej zabraknąć, a potem już poszło. Od typowo wakacyjnej „Ach jak przyjemnie”, przez nostalgiczne „W małym kinie” albo „Bubliczki” po miłosne „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „Brunetki, blondynki” czy zupełnie frywolne „Ja się boję sama spać” i „Czy Pani mieszka sama”… Dwie godziny piosenek przeplatanych szmoncesami mignęły nie wiadomo kiedy.

Lata 20-te  02

Trzeba przyznać, że spektakl był przygotowany świetnie pod względem tempa, bo przy tak długim przedstawieniu granym bez przerwy pojawia się ryzyko dłużyzn i znudzenia widza. Nic z tych rzeczy. Chłonęło się zmienną, błyskawicznie zmienianą atmosferę i trudno było nie być oczarowanym dopracowanymi w szczegółach kostiumami z epoki. Całości dopełniała bogata choreografia.

Lata 20-te  03

Lata 20-te  04

Wiele z tych piosenek, pomimo, że powstały juz blisko sto lat temu (czy to w ogóle możliwe?), przywoływało zupełnie osobiste wspomnienia. Przypominam sobie grubą, twardą, czarną i przeraźliwe zdartą płytę gramofonową moich rodziców, którą leżąc na dywanie przy walizkowym patefonie odtwarzałem wielokrotnie jako pięcioletnie dziecko. Na niej moim numerem jeden był hit „Czy Pani mieszka sama?”. Nigdy więcej go nie słyszałem. Wróciłem do niego dopiero po spektaklu, na YouTube, bo przecież w internecie jest wszystko. A „Brunetki, blondynki” Kiepury? W liceum na studniówce korzystaliśmy z niej przygotowując nasz klasowy „program artysyczny”, spiewając jak na mat-fiz przystało:

„Pochodne, całeczki ja wszystkie was cyfreczki,

Przeliczyć chcę…”

To znaczy, że pomimo upływu lat utwory te wciąż są żywe i nadal nam towarzyszą.

Lata 20-te  05

Współczułem artystom „lekkich” kostiumów, bo pomimo połowy sierpnia, jak ktoś na scenie określił: „upał zelżał”. O zmierzchu było około trzynastu stopni i przyznam, że przez cienki sweter czułem chłód na plecach. Może na scenie było o tyle lepiej, że aktorzy w odróżnieniu od widzów niemal przez cały czas byli w ciągłym ruchu.

Lata 20-te  06

Finał wypadł już po zapadnięciu całkowitego zmroku. Powróciła jedyna, nieoryginalna piosenka z epoki, czyli filmowy hit „Lata dwudzieste, lata trzydzieste” oraz spinająca przedstawienie klamrą piosenka o Gdyni.

Lata 20-te  07

– Brakowało mi czegoś, co podkreśliłoby koniec tamtej epoki, nadchodzącą wojnę – mówiłem do Mojego Anioła, kiedy po spektaklu wracaliśmy orłowskimi uliczkami.

– Może chodzilo o to, by zakończyć optymistycznie, a nie „dołować” ludzi na wyjście?

– Może tak. Ale n.p. „Wąsik ach ten wąsik” w odpowiedniej scenografii i choreografii mółby taki finał stanowić. Uśmiech ale i znak nadchodzących czasów. Szkoda, że go zabrakło.

Wykonawca tej piosenki, Ludwik Sempoliński, musiał ukrywać się podczas wojny przed hitlerowcami.

Kiedy wróciliśmy do domu, wygrzebałem ze sterty winylowych płyt krążek „Od Momusa do Ali-Baby. Przeboje teatrzyków i kabaretów starej Warszawy”. Kolację zjedliśmy przy akompaniamencie oryginalnych nagrań z tamtych czasów.

Sopot; 15.08.2012; 14:00

Komentarze