PRZED FINAŁEM

Kończy się ponad trzytygodniowy karnawał. Jeszcze tylko jeden mecz pozostał do rozegrania, ten najważniejszy, w Kijowie. Szkoda, ale cóż, wszystko co piękne, kiedyś się kończy i niedługo wszyscy coraz częściej będą spogladać w kierunku Francji, gdzie za cztery lata odbędzie się kolejny turniej. Póki co jednak, wszyscy są zgodni, że pomimo iż nasza reprezentacja nie zagrała tak jak sobie wymarzyliśmy to jednak organizacja mistrzostw oraz kibicowanie udało nam się bardzo dobrze. Ogromna większość z kilkuset tysięcy gości bardzo miło wspomina pobyt w Polsce, a taka zmasowana propaganda szeptana jest wielokrotnie więcej warta niż najlepsze nawet płatne reklamy.

Śledziłem mecze w rozmaitych okolicznościach. Zaczęło się od mieszanki wzruszenia, euforii i rozpaczy w sopockim multikinie podczas meczu otwarcia. Gdańskie otwarcie Hiszpania – Włochy ogladaliśmy z Moim Aniołem w strefie kibica. Był taki tłum, że trudno było przedostać się z jednej strony na drugą. Wynik 1:1 pogodził licznie zebranych kibiców z obydwu krajów. Ktoby przypuszczał, że to preludium do meczu finałowego w Kijowie?

Euro 14

Pozostałe dwa mecze Polaków również śledziłem na kinowych ekranach, ten ostatni z Czechami w Szczecinie. Szczecińska strefa kibica znajdowała się niedaleko domu mojego taty, ale była na tyle mała, że na mecz Polaków trudno było się wcisnąć. Bez problemu za to dało się obejrzec nazajutrz zmagania Duńczyków z Niemcami, którzy wygrali bez problemu i stali się murowanym kandydatem do tytułu mistrzowskiego.

Euro 15

Transmisji kolejnych meczów słuchałem przez radio w samochodzie w drodze ze Szczecina do Gdańska. Wpadłem do domu na samą końcówkę. Trzymałem do końca kciuki za Chorwatów, ale nie dali rady.

Nie miałem w planie oglądać meczów na żywo, ponieważ nie miałem biletów. Coelho napisał bodajże w „Alchemiku”, że jeżeli czegoś się bardzo pragnie, to cały wszechświat sprzyja by pomóc zrealizować marzenia. Zupełnie niespodziewanie mój kolega zapytał kiedyś czy wybieram się na mecz. Odpowiedziałem, że nie, a on na to, że ma cztery bilety, z rodziną zużyje trzy, więc zaprasza mnie na czwartego. Ba! Na dodatek miał dwa komplety biletów: na ćwiećfinały w Warszawie oraz w Gdańsku.

I tak w czwartek 21 czerwca po pracy wsiadałem do samolotu w Gdańsku by zdążyć na wieczorny mecz w Warszawie.

Euro 16

Wszystko miałem zaplanowane co do minuty: lądowanie o 18:15, kolejka z lotniska o 18:50 i przyjazd na przystanek Warszawa Stadion o 19:17. Samolot wystartował jednak z godzinnym opóźnieniem i plany szlag trafił.

Panorama Warszawy była piękna gdy dolatywaliśmy, ale ja coraz bardziej nerwowo spoglądałem na zegarek.

Euro 03

Z lotniska taksówką dojechałem do Dworca Centralnego. Aleje Jerozolimskie dalej były zamknięte, ale przez megafony ogłaszano, że każdym tramwajem dojedzie się do Stadionu Narodowego. Wsiadłem. Wagon pełen był rozśpiewanych Holendrów, którzy najwyraźniej kupili wcześniej bilety na cwierćfinał z udziałem drużyny z grupy B. Nie przypuszczali, że ich drużyna zapisze jeden z najgorszych udziałów w mistrzostwskich turniejach w historii. Żal było patrzeć na nieporadność drużyny typowanej przed rozpoczęciem rozgrywek do wąskiego grona faworytów. Teraz jechaliśmy w tym tramwaju, i oni, i my dopingowac innych.

Spotkać w takim tłumie kolegę, który dojeżdżał ze Szczecina i miał dla mnie bilet nawet w dobie telefonów komórkowych nie było łatwą sprawą.

– Wysiadłem z tramwaju. Gdzie Was szukać?

– Jesteśmy na końcu granitowych schodów prowadzących z przystanku.

– Doszedłem do końca schodów.

– No to powinnismy się widzieć

– Nie widze Was. Stoję przy wyjściu z tunelu.

– Jakiego tunelu? Schody z przystanku wiodą w dół.

– W dół do tunelu, a potem w górę z tunelu.

– Tutaj nie ma tunelu. Słuchaj, idź od przystanku w stronę słońca.

– Ode mnie nie widać słońca. Stadion zasłania.

Konsternacja. Chwila ciszy.

Słuchaj, chyba jesteśmy po przeciwnych stronach stadionu.

Zaczęliśmy więc namierzać się po numerach bramek i po kilku minutach intensywnego marszu odnalazłem ich. Było już po ósmej, więc trzeba było się spieszyć. Kontrole przy bramkach poszły sprawnie, więc po paru minutach staliśmy już u podnóża stadionu obserwując rozmaite pokazy  przebierańców w narodowych barwach.

Euro 17

Musieliśmy obejść jeszcze prawie pół stadionu zanim dotarliśmy do właściwego sektora. Kiedy dotarlismy do naszych krzesełek, do rozpoczęcia meczu pozostało już tylko piętnaście minut. Wkrótce zaczęto grać hymny Czech i Portugalii.

Euro 18

Mecz hm, jak mecz. Jestem przekonany, że w telewizji zobaczyłbym go dokładniej.

Euro 04

Warto jednak było zakosztowac samej atmosfery na stadionie. Dopingu, tysięcy kibiców, meksykańskiej fali… Szkoda, że do ćwierćfinału nie zakwalifikowali się nasi. Kiedy przez chwilę trybuny zagrzmiały „Polska! Polska!”, czulem jak kubek z piwem wpada w wibracje. Może dlatego, że siedzielismy na całkowicie zadaszonym stadionie. Pierwszy turniejowy, piłkarski mecz całkowicie pod dachem odbył się w 1994 roku w USA. Mimo, że minęło już blisko dwadzieścia lat od tamtego wydarzenia, całkowicie zadaszony stadion wciąż jest rzadkoscią i warszawski obiekt może napawać nas dumą.

Euro 06

Portugalia skromnie, ale bez większych problemów pokonała Czechy 1:0. Bonusem po meczu była możliwość oglądania panoramy oświetlonej wieczornej Warszawy z korony stadionu jak również i samego biało-czerwonego piłkarskiego obiektu, kiedy już wyszliśmy na zewnątrz.

Euro 08

Nazajutrz w Gdańsku ogladalismy drugi ćwierćfinał, w którym Niemcy pokonały Grecję 4;2.


Euro 11

Tu dla odmiany padło mnóstwo bramek, ale niestety okazało się, że nasza grupa, z której awansowały Czechy i Grecja okazała się słaba, bo obydwie drużyny odpadły w ćwierćfinale ze zwyciezcami „grupy śmierci”. Zresztą podobnie zwyciezcy grupy D nie sprostali ćwiuerćfinałowym pojedynkom ze zwycięzcami grupy C, więc tylko przedstawiciele tych dwóch grup (B i C) spotkali się w półfinałach. „Grupa śmierci” (B) wcale nie okazała się najmocniejsza, ponieważ obydwaj jej przedstawiciele, i Portugalczycy, i Niemcy przegrali swoje mecze, wobec czego dojdzie dziś do powtórki spotkania drużyn z grupy C.

Zanim jednak do tego wszystkiego doszło znaleźlismy się w niemieckim kotle stadionu w Gdańsku, gdzie doping teutońskich kibiców rozsadzał bursztynową konstrukcję od wewnątrz. Było niesamowite siedzieć sród nich i tylko znów żal, że nasi zmarnowali niepowtarzalną szansę i nie dane nam było współzawodniczyć w zmaganiu na gadła.

Euro 09

Grecy też dawali znać o sobie chociaż było ich znacznie mniej niż Niemców i flagę także mieli mniejszą.

Euro 10

Gdański stadion, chociaż nie tak wielki jak warszawski również prezentował się pięknie.

Euro 19

Najpiekniej jednak prezentował się wieczorem od zewnątrz, niczym podświetlony bursztyn na tle granatowego nieba.     

Euro 13

W półfinałach żal było ambitnie walczącej Portugalii, która w rzutach karnych uległa mistrzom piłkarskiego fachu z Hiszpanii.  Kiedy pewniak, Niemcy, przegrali gładko z Włochami straciłem ostatnią szanse na dobre miejsce w towarzyskim totku. Tym niemniej emocje trwają i dziś wieczorem wcale nie będą mniejsze. 

W pociągu Szczecin – Gdańsk, 01.07.2012; 14:45 LT

Komentarze