Ostrzeżenia

Udało się naprawić klimatyzację. Jej wydajność pozostawia wiele do życzenia – nie tyle czuje się chłód co nieznaczne gorąco, ale to i tak duży postęp w porównaniu z sauną jaką mieliśmy tu ostatnio. A kiedy wyjdzie się spod prysznica to przez kilka minut jest nawet zimno.

Po minięciu Key West odbiliśmy trochę w bok od Golfsztromu i od razu prędkość znacznie wzrosła. Jeżeli ją utrzymamy, do ujścia Mississippi powinnismy dotrzeć w czwartek około dwudziestej drugiej. Potem jeszcze osiemnaście godzin jazdy w górę rzeki więc jeżeli nie zatrzyma nas mgła, powinniśmy zacumować w Burnside w piatek późnym popołudniem. Nic nie stałoby wobec tego na przeszkodzie, aby w sobotę siąść do samolotu i ruszyć w drogę powrotną do Polski.

Dziś natknąłem się na jeden z tych kwiatków, po przeczytaniu których zastanawiam się, czy to na pewno na poważnie, czy ktoś sobie robi ze mnie jaja? Przyjemnie byłoby czuć się dowartościowanym przez twórców rozmaitych instrukcji, sądząc, że odstaje się intelektem in plus od reszty społeczeństwa, dla którego przecież dany tekst pisano. Potem jednak przypominam sobie, ze nie znam osobiście żadnego idioty, któremu  aż tak daleko idące wskazówki byłyby potrzebne i zaczynam mysleć, że autorzy puszczają oko, a potem klepią się po udach z radości widząc moją głupią minę. Mam na myśli instrukcje typu: „jeżeli żelazko nie działa, sprawdź czy wtyczka znajduje się w gniazdku”.

Pamiętam swoje zdziwienie podczas jednej z rowerowych wycieczek jaką urządziłem sobie w Kanadzie. Celem wyprawy był ukryty w lesie wodospad. Jechałem długo szosą pod górę i kiedy wreszcie zobaczyłem upragnioną, odbijającą w gęstwinę drzew dróżkę, krew w żyłach zmroziła mi żółta tablica ostrzegawcza. Głosiła, że „W parku nie ma służb ratowniczych. Wchodzisz na własne ryzyko”. Prawdę mówiąc od początku nie liczyłem na obecność ratowników, ale za to jaki dreszczyk emocji, kiedy ma się to na piśmie! Kilka metrów dalej przyczepiona była zaś następna tablica, której tekst brzmiał jeszcze groźniej: „Wchodzisz do starego lasu. Podczas wiatru z góry mogą spadać połamane gałęzie”. Teraz już wiem, że wielu ofiar silnych wiatrów w naszym kraju udałoby się uniknąć, gdyby ustawiono wystarczającą ilość podobnych ostrzeżeń. Na szczęście owego dnia silnego wiatru nie było i nie zostałem uderzony nawet spadającym patykiem.

Dzisiaj natomiast przebijałem się przez rozmaite dokumenty w związku z wchodzącymi od 19 maja w życie dodatkowymi przepisami konwencji o zapobieganiu zanieczyszczeniom na morzach. Zmiany dotyczą m.in. spalarek śmieci, więc musiałem sprawdzić dane techniczne tej na naszym statku. Wyciągnąłem instrukcję obsługi. Dobra wiadomość, że nasza spalarka mieści się w określonych nowymi przepisami parametrach. Spokojnie, już tylko z ciekawości zacząłem więc czytać dalej, a tam w jednym z rozdziałów piszą o wkładaniu śmieci do komory spalania. Czytam i oczom nie wierzę: „Do komory spalania nie należy wkładać materiałów wybuchowych, takich jak n.p. amunicja”. Na szczęście instrukcję czytał razem ze mną chief mechanik i wierzę, że dopilnuje, aby wszyscy załoganci stosowali się do tego zalecenia.

A może się czepiam? Przecież istniejąca liczna grupa pośmiertnych laureatów Nagród Darwina mówi sama za siebie. Co można powiedzieć o człowieku, który szykując się do skoku na bungie przygotował odcinek gumy tylko troszeczkę krótszy od wysokości, z której miał skakać? Walnął w ziemię z impetem, który przeniósł go natychmiast na tamten świat, i ulokował w księdze laureatów nagrody przyznawanej za szczególną choć niezamierzoną pomysłowość w pozbawieniu siebie życia. Gdyby wytwórcy używanych do takich skoków lin napisali w instrukcji, że guma się rozciąga, być może chłop by żył do dzisiaj? Oczywiście pod warunkiem, że nie paliłby w piecu amunicją.

Zatoka Meksykanska, 18.05.2005 

Komentarze