Nocny Maraton Blogerów (7) WIZYTA W REDAKCJI

Bardzo cenię sobie mozliwość zwiedzania obiektów w normalnych warunkach dla postronnych niedostępnych. Dziwię się nawet jak mało niektóre miasta (te, które nie mają do zaoferowania zbyt wiele) wykorzystują turystycznie fakt posiadania na swoim terenie najzwyklejszych (pozornie) zakładów pracy. Jak bardzo ludzi interesują tego typu rzeczy, świadczy chociażby popularnośc programów opowiadających o produkcji zwyczajnych i niezwyczajnych rzeczy, emitowanych przez kanał Discovery.

Z przyjemnością wspominam swoje wizyty w browarach, mleczarniach, winnicach (wszędzie było to połaczone z degustacją), do dziś pamietam jazdę lokomotywostopem (jakieś dwadzieścia lat temu przy współudziale uprzejmej pani dróżniczki załapaliśmy się na „stopa” lokomotywą podążającą kolejowym szlakiem w okolicach nowego Sącza).

Dlatego z przyjemnością wziąłem udział w zwiedzaniu nowoczesnej siedziby Gazety Wyborczej. Parę dni temu padł mi aprat fotograficzny, więc tym razem zdjęcia tylko z komórki.

Zaczęlismy od newsroomu, który ponoc jest najnowocześniejszym w Europie. Cokolwiek by to miało oznaczać. Rzekomo nawet Amerykanie przyjeżdżali oglądać jak jest zorganizowany.

Praca przy komputerach trwa pomimo późnowieczornych i nocnych godzin. W dizsiejszych czasach newsy nie mogą poczekac do rana.

Zresztą po sąsiedzku, za grubą szybą nadawany jest program Radio Tok FM. Ludzie pracują więc tu przez cały czas.

Stamtąd przeszliśmy na wyższe piętra. Tu muszę podkreślić, że od początku duże wrażenie na mnie robiły wysokie roślinki, bambusy chyba (?) rosnące wśród ażurowych klatek schodowych. Przestrzeń i zieleń czynia ten budynek wyjątkowym.

  

 

  

Poza tym, dużą atrakcja dla mnie była wizyta w boksie „Z Czuba”. Przecież tyle razy korzystałem z ich relacji nie mając dostępu do innych oprócz internetu mediów. Teraz przestali być anonimowi. Wiem na przykład, na jakim telewizorze podglądają relacje.

A na koniec zobaczyliśmy jak tworzone jest papierowe wydanie gazety. Ściana z rozwieszonymi poszczególnymi stronami (niektórych jest po kilka sztuk, jedna na drugiej, więc można było prześledzić ewolucję układu każdej ze stron). Dziś przeczytałem dokładnie w pociągu wywieszony tutaj numer, więc mogłem porównać.

A potem wróciliśmy do naszej sali kontynuować blogowanie. I tak trwa.

Coraz ciszej wokół, ale za to muzyka z głośników zawieszonych wysoko gdzieś pod sufitem rewelacyjna. Gdyby nie ona pewnie połowa z nas juz by chrapała.

Warszawa, 18.10.2009; 01:50 LT