NAJWIĘKSZY KONTENEROWIEC ŚWIATA OPUŚCIŁ GDAŃSK

Sobotnie przedpołudnie. Leniwe, niespieszne śniadanie. Właśnie skończyliśmy zajadać jajecznicę z kurkami. Powoli pakuję się, zeby wyskoczyć do biura na przerywnik pracowy. W telewizji zaś TVN24 nadaje serwis informacyjny.

– Największy kontenerowiec świata za godzinę wypłynie z Gdańska – informują pokazując przygotowywujący się do wypłynięcia statek.

– Takie newsy lubię ogladać – komentuje wpatrzony w ekran Mój Anioł.

– Tak? To może pojedziemy go obejrzeć?

– Ja chętnie, ale Twoja praca?

– Nie ucieknie.

– Zdążymy? Powiedzieli że odpływa za godzinę…

– Spoko. Za godzinę to pewnie zamówiony jest pilot i holowniki. Zanim podadzą hole, rzucą cumy to trochę im jeszcze zejdzie.

– No to już się szykuję!

Poranna toaleta nabiera więc tempa i po kilkudziesięciu minutach wychodzimy z domu. Do Portu Północnego jest kawałek drogi, ale o tej porze akurat nie ma korków.

– Pojedziemy na Westerplatte. Będziemy wiecej widzieć  z góry – decyduję.

– A może spróbujmy podjechać do tego terminala kontenerowego? – sugeruje Anioł.

– Na pewno wszystko jest ogrodzone, a do środka nas nie wpuszczą.

– Nie? Powiesz, że jesteś reporterem i idziesz zrobić zdjęcie, a ja będę nieść za Tobą picie… – zażartowal Anioł

– Chyba nie wypali – usmiechnąłem się myśląc dokąd jechać – ale możemy spróbować podjechać pod bramę. Nigdy nie byłem koło tego terminala.

Zamiast prosto na Westerplatte, skręcam w prawo w kierunku portu. Kilka minut jazdy przez las. W oddali pojaiwa się brama terminala oraz ogrodzenie i parking przed nim.

– Niestety. Dalej nie pojedziemy.

I w tym momencie zza drzew wyłania się keja, suwnice oraz ów ogromny statek.

– Jest! Wszystko widać!

Parkujemy i wysiadamy. Okazuje się, że przed ogrodzeniem znajduje się ścieżka prowadząca na brzeg, na doskonały punkt obserwacyjny .

Nie byliśmy pierwsi. Zebrała się całkiem spora grupa obserwatorów.

Akurat kiedy dochodziliśmy do brzegu, potężny kontenerowies drgnął i ciągnięty przez holowniki zaczął oddalać się od kei.

Ten statek to najnowsza generacja kontenerowców, nazwana przez Maersk „Potrójne E” (Triple E). W pewnym uproszczeniu można przyjąć, że nazwa ta pochodzi od trzech słów, które wzięte były pod uwagę podczas projektowania, a potem budowy tych statkow: econmy, energy, enviroment. Rozwijając te określenia dowiadujemy się po pierwsze, że statki tej generacji pozwalają przede wszystkim taniej przewieźć jednostkę ładnku. Ten kolos ma pojemność 18270 TEU, czyli może zabrać do ładowni oraz na pokład ponad osiemnaście tysięcy standardowych (o długości dwudziestu stóp) kontenerów. Wiadomo, że w ostatecznym rozrachunku taniej jest przewieźć taką ilość jednym statkiem niż kilkoma. Z tym wiąże się też drugie „E”: energy efficiency. Przewiezienie tej ilości ładunku jednym statkiem odbywa się kosztem zużycia mniejszej ilości energii niż w przypadku kilku statków. Dodatkowo, zastosowane najnowsze technologie ukierunkowane są także na oszczędność energii, co obniża energochłonność przewozu jeszcze bardziej. I wreszcie to wszystko przekłada się na tzrecie „E”, czyli środowisko, a raczej jego ochronę. Mniej zużytej energii, to mniej spalonego paliwa, a więc czystsze środowsko. Oczywiście nie jest to jedyny czynnik. Dzisiejsze statki muszą spełniać także wyśrubowane normy gospodarki ściekami gospodarczymi, wodami zaolejonymi (nie zapominajmy, że cały statek to przecież coś w rodzaju małego miasteczka naszpikowanego rozmaitymi silnikami i urządzeniami, gdzie bez paliwa i olejów się nie obędzie), spalinami, smieciami i.t.d. Wszsytko jest certyfikowane, a zgodność stanu faktycznego z certyfikatami dokładnie kontrolowana, przez inspekcje portowe.

Owa najnowsza generacja staków zamówiona przez Maersk ma liczyć w sumie dwadzieścia jednostek. Gigantyczny kontarkt zawarty na ich budowę z koreańskim holdingiem Daewoo wart jest 3.8 miliarda dolarów. „Maersk Mc-Kinney Møller”, bo tak na cześć jednego z długoletnich dyrektorów tej firmy nazwano pierwszy statek, wszedł do eksploatacji 2 lipca bieżącego roku. Jeszcze więc pachnie świeżością.

Jego parametry budzą respekt. Długość 399 metrów. Blisko pół kilometra! Mój pierwszy statek, na którym objąłem stanowisko kapitana, masowiec o nośności 135 tysięcy ton miał 265 metrów długości i wydawał mi się stalowym potworem. Ten jest o połowę dłuższy! A jego nośność to ponad 194 tysiące ton! Ciekawe jest porównanie najdłużśzych kiedykolwiek zbudowanych statków świata:

„Maersk Mc-Kinney Møller” jest więc dłuższy nawet od „Vale Brasil”, największego masowca świata, zbudowanego w 2011 roku. Ten zaprojektowany do przewozu rudy statek jest jednak od kontenerowca szerszy (65 metrów wobec 59 metrów „Maerska”) i ma o wiele większą nośność (aż ponad 402 tysiące ton!!!).  Tankowiec „Knock Evis” zaś był największym statkiem w historii okrętownictwa w ogóle. Zbudowany w 1979 roku w Japonii miał długość 458 metrów i nośność 648 tysiecy ton. Zakończył swój żywot w 2009 roku, pocięty w stoczni złomowej Alang w Indiach.

Gdańsk jest jedynym portem na Bałtyku, który zdolny jest do przyjęcia „Maersk Mc-Kinney Møller”. Jest to nobilitacja oraz ogromne znaczenie ekonomicznie. W tym momencie bowiem Gdańsk wyrasta na jeden z najważniejszych hubów kontenerowych w regionie. Jak wielkim wyzwaniem jest przyjęcie takiego kolosa niech świadczy fakt, że ów kontenerowiec nawet do certyfikowanych na tę klasę statków portów nie był w stanie wejść w pełni załadowany! Dlaczego? Po prostu niektóre porty nie dysponują jeszcze tak wysokimi suwnicami, by móc wyładować najwyżej załadowane warstwy kontenerów. Dość powiedzieć, że ów statek ma siedemdziesiąt metrów wysokości. Tyle co dwudziestopiętrowy wieżowiec! Ba! Mało tego! „Maersk Mc-Kinney Møller” póki co nie zawinie do żadnego portu w Ameryce, ponieważ na obydwu kontynentach amerykańskich nie ma ani jednego portu, który byłby zdolny przyjąć i obsłużyć takiego giganta! Oczywiście jest on także o wiele za duży by móc przepłynąć przez Kanał Panamski. Może jednak pomieścić się w Kanale Sueskim i pokonywac go w swoich podróżach pomiędzy Azją i Europą. Na tej trasie będzie zresztą eksploatowany.

W lipcu wszedł też do eksploatacji drugi po „Maersk Mc-Kinney Møller” statek klasy Triple E, „Majestic Maersk”. W sierpniu palnowane było wejście do eksploatacji trzeciego z serii: „Mary Maersk”, a potem co miesiąc będą pojawiać się kolejne z zamówionej dwudziestki.

Nic więc dziwnego, że wizyta największego na świecie kontenerowca zainspirowała nawet pewną młodą parę, by właśnie tutaj zrobić sobie sesję fotograficzną.

Kolos oddalał się od kei i powoli rozpoczynalo się jego obracanie dziobem w kierunku wyjścia z portu.

Plaża była pełna fotografów – amatorów. Nieco dalej, pod wielkimi, białymi namiotami odbywała się impreza dla zaproszonych z tej okazji gości.

Kiedy statek wycofał się i został obrócony odpowiednio, jego silniki zapracowały naprzód i po kilku następnych minutach dziób wsunął się między oznaczone czerwonym i zielonym kolorem główki falochronu.

Rozpoczynał swoją podróż powrotną do Azji. Oczywiście z planowanymi przystankami w innych portach po drodze.

Była fajna pogoda na nadmorski spacer. Świeciło słońce, chociaż rześki wiatr z północy kazał zapomnieć o upale. Bylliśmy zadowoleni ze spontanicznie podjętej w domu decyzji.  Spojrzeliśmy raz jeszcze na oddalającą się coraz szybciej charakterystyczną, błękitną sylwetkę duńskiego olbrzyma i ruszyliśmy w kierunku samochodu.

Sopot, 24.08.2013; 18:00 LT

Komentarze