MŁYN I KRZYŻ

Za kazdym razem, kiedy odbywa się w Gdyni Festiwal Polskich Filmów Fabularnych przeżywam frustracje, ze nie mogę w nim uczestniczyć tak jakbym tego chciał. Zawsze brakuje mi czasu, zawsze z jakiegoś powodu nie mogę dotrzeć. W tym roku kolejna próba. Czytam program imprezy i znów, te filmy, na których najbardziej mi zależało grane są w godzinach mało dostępnych dla nas. Na szczęście festiwalowe projekcje odbywają sie także w Sopocie i w Gdańsku. Multikino w Sopocie jest odległe zaledwie o kilka minut marszu od naszego biura, a dziś o 18:00 grano tam „Młyn i krzyż”

Oczywiście oglądać w Sopocie to nie to samo co w Gdyni, gdzie faktycznie brałoby się udział w festiwalu, a nie jedynie w samej projekcji, ale nie ma co wybrzydzać…

Dziwny to film. Nie miał wielkiej reklamy. Dowiedziałem się o nim po raz pierwszy kilka miesięcy temu. O tym, że jego produkcja trwała aż trzy lata, że ma gwiazdorską obsadę i, że przede wszystkim jest „ożywieniem” jednego z obrazów Breugla. To ostatnie ciekawiło mnie najbardziej. Zastanwiałem się, jak reżyser tego dokonał. Z przyjaciólmi nie raz bawiliśmy się w „żywe obrazy” tworząc pozowane fotografie według mniej lub bardziej znanych płócien. Pozostawały jednak one ciągle tylko pojedyńczym kadrem. Tu zaś miał być cały, pełnometrażowy film fabularny!

Reżyser, Lech Majewski, jako motyw przewodni fabuły wprowadził po prostu tworzenie owego obrazu przez mistrza. Dzięki temu z jego (Rutger Hauer w roli Breugla) dialogów z flamandzkim kupcem (Michael York) dowiadujemy się wiele o kompozycji dzieła, noszącego tytuł „Droga na Kalwarię”.

Dalekie jest to jednak od dydaktyki filmu dokumentalnego. Zresztą reżyser operuje słowem bardzo oszczędnie. Dialogi pojawiają się w mikroskopijnych wręcz ilościach. I bardzo dobrze, bo pozwala to skupić się wyłącznie na obrazie. Jeżeli zaś już jakieś słowo pada, ze wzgledu na swoją rzadkość ma moc szczególną. Wydaje się, że każde (powtarzam – bardzo nieliczne) wypowiedziane podczas filmu zdanie, było głęboko przemyślane, aby nie padło ani jedno zbędne słowo.

A obrazy… Co za niezwykłe przeżycie! Trudno wręcz opisać! Kamera zastyga w bezruchu bądź przesuwa się leniwie i podgląda najprostsze i najbardziej banalne z banalnych czynności ówczesnych mieszkańców  Flandrii (okupowanej przez Hiszpanów), około setki osób uwiecznionych na wspomnianym wyżej obrazie. Przebudzenie i śniadanie, zabawy dzieci, praca  w młynie, droga na targ i wiele innych. Wydawać by się mogło, że  to killer dla filmu, a tymczasem widzowie wpatrują się w ekran jak urzeczeni. Nawet zwykłe zagniatanie ciasta staje się wydarzeniem. Może dlatego, że w sposób szczególny twórcy skupiają się na detalach, podglądanych jakby mimochodem. Sceny te przedstawione są w aż do bólu odzwierciedlający każdy szczegół sposób. Chyba żadne muzeum, żadna książka ani film dokumentalny nie powiedziały mi tyle o zwykłym życiu człowieka w XVI wieku co „Młyn i krzyż”.

Podkreślam raz jeszcze: pozornie dzieje się tam bardzo niewiele. Ot, podgladanie szarego życia kamerą. Nie rozprasza nas oszcędna akcja, ani prawie nie istniejące dialogi. Możemy chłonąć w pełni ów obraz podkreślany na dodatek niesamowitą muzyką Józefa Skrzeka. Nie wiem czy to dla tej muzyki, czy z zauroczenia całym filmem, prawie wszyscy widzowie na naszym seansie posostali w fotelach do czasu całkowitego wyświetlenia napisów końcowych. Takiej hipnotycznej reakcji w kinie jeszcze nigdy nie widziałem. Zazwyczaj wszyscy wstają natychmiast po pojawieniu się napisów i gnają do wyjśćia, bo przecież dzisiaj nikt nie ma na nic czasu.

A może właśnie wszyscy nagle przez chwilę zrozumieli, że codzienny pośpiech to niepotrzebne jarzmo? Tamci mieszkańcy Flandrii żyją powoli, przyjmując wszystko ze spokojem, nawet terror Hiszpanów. Są bardziej przechodniami, obserwatorami, pionkami w owym świecie, niż jego kreatorami. Sam artysta kilkakrotnie podkreslał, że momenty szczególne dla świata pozostają niezauważone. Chrystusa niosącego krzyż na Golgotę, umieścił w centrum obrazu, lecz w taki sposób, że jest on niewidoczny. „Wszyscy i tak patrzą na Szymona” – mówił. Na innym obrazie Breugla, „Upadek Ikara”, owa niezwykła próba, tragicznie zakończone ucieleśnienie marzeń o lataniu przedstawione jest tak, że rónież trudno je zauważyć. Z wody wystaje ledwie fragment nogi Ikara, jakieś resztki piór i to wszystko. Nikt chyba nawet nie zauważył tego upadku, bo wszyscy wciąż zajęci są swoimi sprawami.


Tak jak wspomniałem, oszczędność słów wzmacnia ich odbiór. Każde zdanie niesie przesłanie, nad którym warto się chwilę zadumać. Jak choćby to o Chrystusie: „w niedzielę gdy wjeżdżał do Jerozolimy, wiwatowali na jego cześć, nawet żołnierze słuchali jego nauk, a potem ci sami żołnierze przyszli go aresztować i ten sam tłum domagal się ukrzyżowania”. Ta myśl powraca raz jeszcze gdy na kalwarię prowadzono wspólczesnego Flamandom skazańca. „Jeszcze niedawno go słuchali  i podziwiali, a potem ci sami ludzie użyli tych samych słów jako podstawy do oskarżenia i wyroku”.

Niezwykły film. Byłbym bardzo rozczarowany, gdyby  nie został doceniony przez jury. Myslę też, że dzieki temu iż podejmuje bardzo uniwersalne tematy i nakręcony jest w wersji angielskiej, ma duże szanse na rozmaitych festiwalach zagranicznych.

Na mnie wrażenie zrobiła też scena ostatnia, kiedy nagle jakby wychodzimy poza ramy obrazu. Kamera oddala się i znajdujemy się już w muzeum nam współczesnym. Na ścianach wiszą inne obrazy, coraz więcej ich widać, podobnie jak i sal w muzeum. Zwiedzając często nawet przy nich się nie zatrzymujemy. Ot, rzucimy jedynie okiem, bo przecież nie sposób przeanalizowac każdy z osobna. A każdy z nich skrywa swoją historię  jak ta o krzyżu i  młynie.

Gdynia, 07.06.2011; 23:50 LT

P.S. 

Po napisaniu tego tekstu spojrzałem na wykorzystane ilustracje. Dwie reprodukcje obrazów Breugla i trzy kadry z filmu. Trudno odróżnić co jest co. Wielkie brawa dla twórców "Młyna i krzyża".                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          

Komentarze