KOPERNIK, BLOGI I PIERNIKI

Oj, oj znowu czuję – czuję, że znów podróżuję,

Kiedyż to ja nabrałem ochoty na takie odloty,

Bo ja muszę być w ruchu, słyszeć wiatru świst w uchu…

(…)

Zająłem kolejkę po piernik w Toruniu,

Na wszystko patrzył Kopernik.

Piosenka „Elektrycznych Gitar” kołatała mi w głowie, kiedy autokar firmy „Polski Bus” ruszył z dworca w Gdańsku. To, że wpadłem tam cztery minuty przed odjazdem odnotuję jedynie z kronikarskiego obowiązku, bo wyjazd na wariata z wtargnięciem do środka lokomocji w ostatniej chwili staje się powoli znakiem firmowym moich podróży, tak samo jak zaklęcie, że to już ostatni raz w ten sposób.

Organizatorzy III „Dnia z blogiem” w Toruniu w tym roku postanowili skupić się na podróżach. Wybrali do prezentacji i opowieści trzy blogi, a na dodatek byli tak mili, że jednym z nich została „Moja szuflada”. Czułem się autentycznie zaszczycony znalezieniem się w takim towarzystwie, bowiem Jakub i Anna Górniccy są jednymi z najaktywniejszych blogerów wśród podrózników, a ich marka „Podróżniccy.com” jest rozpoznawalna w całej Polsce w internetowym środowisku. Przemysław Skokowski zaś, i jego „Autostopem przez życie” to tegoroczny laureat nagrody „Blog of Gdańsk”.

W Toruniu w penym sensie rozpoczęła się kiedyś moja przygoda z wielką turystyką. Jeszcze w podstawówce, jako członek Szkolnego Koła Krajoznawczo Turystycznego wziąłem udział w wycieczce autokarowej właśnie do grodu Kopernika. Żeby było ciekawiej, to stołowaliśmy się własnie w uniwersyteckim campusie. Tam gdzie teraz jechałem.  Zataczałem więc po kilkudziesięciu latach krajoznawczą petlę. Niestety, podczas owej pierwszej wycieczki razem z dwoma innymi kolegami zgubiliśmy się i pani od geografii obraziła się na nas. Nie za brak znojomości topografii miasta, lecz, że odłączyliśmy się od grupy. Pani przestała się do nas odzywać. Dziś po latach myślę, że oczekiwała jakichś przeprosin, ale my uznalismy, że skoro ona do nas nic nie mówiła, to my do niej też nie powinniśmy. Na szczęście kilka tygodni później wygraliśmy konkurs wiedzy o porcie szczecińskim p.t. „Największy nad Bałtykiem” (czy ktoś jeszcze pamięta, że Szczecin był kiedyś największym, bałtyckim portem?), pani nas ucałowała i incydent poszedł w zapomnienie.

Miałem nadzieję, że tym razem w Toruniu niczego niestosownego nie odwalę…

Jeśli czasy są dobre, to wódka jest zdrowa,

Jesli człowiek jest mocny, niech dobrze się chowa

Człowiek piękny jak pięć złotych gdy przemawia,

A Ty goń, goń, goń swego pawia

(…)

Mój paw jest wielki i patrzy w oczy me głęboko,

A jego oczy mówią do mnie – nie bój się…

Mój paw jest mocny i drogę ma szeroką,

On pokazuje mi co dobre, a co złe…

śpiewałem sobie w myślach wędrując z dworca autobusowego na rynek. Kopernik stał na nim jak dawniej, z tą tylko różnicą, że obecnie przesłonięty był nieco zielonymi gałęziami bożonarodzeniowej choinki.

Gdzieś w jego okolicy powinny być sklepy z piernikami. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w czasach głębokiej komuny, nie było ich tyle co obecnie. Kupiłem wtedy jednak, o ile dobrze pamiętam, jakąś piernikową karetę zaprzężoną w rącze konie. Na pamiątkę. Łakomstwo jednak zwyciężyło i w drodze powrotnej (być może zestresowany tym, że pani od geografii się nie odzywała) postanowiłem skosztować wypieku. Był twardy i w niczym nie przypominał moich wyobrażeń o takiej na przykład chatce z piernika. Zawód mój był ogromny. Ale też nikt wtedy nam nie powiedział, że ozdobne pierniki raczej nie nadają się do jedzenia. Są jedynie ucztą dla oczu.

Posiadłszy taką wiedzę jakiś czas później, teraz mogłem w ciemno ruszać na świąteczne zakupy.

Njalepiej oczywiście w firmowym sklepie najbardziej znanej tutejszej piernikowej firmy: „Kopernik”, produkującej m.in. słynne „Katarzynki” oraz wariację na ich temat w postaci „uszatków”.  Generalnie jednak większy wybór piernikowych pamiątek oferuje konkurencja.

Objuczony workami łakoci mogłem już spokojnie pospacerować po starówce. Natknąłem się m.in. na tablicę upamietniającą pobyt niejakiego Napoleona Bonaparte w tym mieście. Podoba mi się szczególnie ów rysunek na tablicy, daleki od nadętej sztampy historycznych pamiątek.

Krzywy dom (a raczej baszta) w owych czasach z podstawówki jawił się jako jeden z najważniejszych zabytków Torunia, porównywalny, nie przymierzając,  z krzywą wieżą w Pizie. Dziś jego sława w moich oczach jakby nieco przybladła.

Po spacerze poszedłem na obiad, przejrzałem slajdy prezenatacji, dopieściłem tekst opowieści zapisując to i owo na kartkach. Przez cały czas zaglądałem na serwer pocztowy Onetu, bowiem w skrzynce mailowej znajdowała się wiadomość od organizatorów z lokalizacją imprezy. Niestety, serwer padł. Zamiast poczty oglądąłem planszę z informacją, ze adminitratorzy tego serwisu wiedzą gdzie tkwi problem i wkrótce go usuną. Niestety owo wkrótce, przeciągnęło się znacznie. Zacząłem szukać więc na wlasną rękę. Taka to już, widać, moja toruńska tradycja. Z dużym prawdopodobieństwem powinienm udac się na ulicę Gagarina, a dobrzy ludzie poinformowali mnie, że powinienem skorzystać z autobusu linii 11.

Kiedy dojechałem na miejsce, poczta Onetu cudownie odzyskała dawną sprawność, dzięki czemu mogłem odczytać nowy list, tym razem z numerem telefonu Dominiki, która miała reprezentować organizatorów na miejscu. Teraz już wiedziałem, że nie zginę.

Plakaty informowały o spotkaniu:

Spotykam Dominikę, a po chwili także Jakuba oraz Przemka – autorów pozostałych wystąpień.

Zaczął Jakub. Opowiadał o swoim projekcie p.t. „Szukając Witkacego” (poniższe zdjęcia z wystąpień otrzymałem od Organizatorów – serdecznie dziękuję) realizowanym na blogu http://podrozniccy.com/pl/?lang=pl

Potem przyszła kolej na „Moją Szufladę”.

Zakładałem, że nikt na sali o takim blogu nie słyszał, więc postanowiłem przybliżyć go nieco uczestnikom i opowiedzieć pokrótce o jego historii.

Motywem przewodnim zaś była tolerancja oraz akceptacja odmienności, które, mam taką nadzieję, stały się atrybutami mojego życia i podróży, które je wypełniają. Jeśli czegoś nie znasz, nie rozumiesz, albo czemuś się dziwisz, nie oceniaj bez chwili zastanowienia negatywnie. Dowiedz się dlaczego tak jest. Poznawanie może bowiem stać się przygodą samą w sobie. I nie ma większego znaczenia, czy odkrywa się tajemnicę kamiennych posągów na Wyspie Wielkanocnej, czy historię studni na dworcu autobusowym w Lublinie. Podróżowanie to nie bezmyślne nabijanie kilometrów, lecz styl życia.

To, że internet pełen jest „hejtów” oraz zwykłego chamstwa jest swoistym foklorem, żywiołową reakcją na wolność jaką daje anonimowość. Gorsze jest to, że przejawów ksenofobii nie brakuje również w t.zw. „realu”, gdzie anonimowość nie stanowi już tarczy. W Lublinie obsługa hotelu „Illan” przestrzegała nas, przed późnymi poworotami i ryzykiem, że zostanie się trafionym kamieniem, rzuconym przez jakiegoś antysemitę. Na stadionie w Poznaniu przez długi czas nikt nie reagował na ogromny transparent o litewskim chamie i polskim panie. W Warszawie płonie tęcza, w Gdyni chorzowscy kibole tłuką Meksykańczyków, w Białymstoku podpala się drzwi ludziom odmiennej rasy. Ten brudas, tamten ch…, temu na pewno Chrystus nie wybaczy (pobożni wiedzą doskonale komu wybaczy, a komu nie), a ten na pewno pedofil, bo każdy klecha to pedofil.

Kto sieje wiatr, ten biera burzę. Uczynione zło powraca złem częstokroć jeszcze większym. Na szczęście ten mechanizm działa też w odwrotną stronę. Kto wie czy nie lepiej? Wysłany uśmiech powraca uśmiechem innych, a uczynione dobro niepojętymi ścieżkami dobrem powraca.

Przed wyjazdem w rozmaite miejsca byliśmy nie raz przestrzegani o niebezpieczeństwach. Wydawać by się mogło, że już samo przekroczenie granicy danego kraju, albo wtopienie się w lokalną społeczność może mieć opłakane skutki. Tymczasem na ogół miewaliśmy zupełnie odmienne doświadczenia. Otwarcie się na ludzi powodowało, że otwierali się także oni. Ich także intrygowała nasza odmienność, a skuktkiem ciekaowści przeważnie była życzliwość i bezinteresowna pomoc. Oczywiście nie oznacza to, że należy pchać się bezmyślnie w miejsca o złej, kryminalnej sławie. Ufność ma swoje granice tam, gdzie powinien zadziałać instynkt samozachowawczy.

Jako ostatni wystąpił Przemysław Skokowski, opowiadający o swojej wyprawie autostopem do Azji http://autostopem-przez-zycie.pl/. Ów podróżnik zrealizował przy okazji badzo ciekawy projekt p.t. „Widokówki z Europy” polegający na zabraniu w podróż ogromnej ilosci widokówek z podpisami i adresami konkretnych osób oraz wręczaniu ich wychowankom domów dziecka odwiedzanych na trasie. W ten sposób Przemek posredniczył w budowaniu więzi między przypadkowymi osobami rozsianymi po świecie.

Autor niezwykle dynamicznie i barwnie opowiadał o swojej podróży, która dzięki wplatanym anegdotom wydawała się odbywać niemalże tu i teraz, na wyciągnięcie ręki…

Moim zdaniem było to najlepsze wystąpienie tego dnia.

Na koniec otrzymalismy pamiątkowe dyplomy z podziękowaniami.

Impreza skończyła się około dziewiętnastej trzydzieści. Autobus poworotny miałem o dwudziestej pierwszej, więc mogłem jeszcze pospacerować trochę po starówce, obejrzeć świetnie zachowane mury obronne od strony Wisły…

Wieczorny Toruń rozświetlony był świątecznymi dekoracjami. Za Świętego Mikołaja robi na owych dekoracjach sam Profesor Filutek, postać stworzona przez rysownika Zbigniewa Lengrena, który w Toruniu spędził młodość m.in. studiując na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika.

Tym razem bez pośpiechu dotarłem na dworzec autobusowy. Miałem jeszcze czas, by posiedzieć chwilę na ławce. Czerwony, piętrowy autobus przyjechał o czasie i punktualnie wyjechał. Dokładnie po dwóch godzinach zatrzymał się w Gdańsku.

Szczecin, 15.12.2013; 00:40 LT

Komentarze