GIGANTYCZNY BUDDA

Opuszczając w kwietniu Chiny nie zdążyłem opisać wycieczki do Wu Xi i tak już zostało. Luka. Myślę, że pora nadrobić to przy okazji dopiero co zakończonej podróży, bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Remont był już zakończony. Negocjacje odnośnie rachunku także. Zostało wolne popołudnie przed wyjazdem następnego dnia do Szanghaju. Dyrekcja stoczni zapytała o nasze plany. Wspomniałem, że mamy zamiar wybrac się do Wu Xi, aby zobaczyc wielka statuę Buddy. To poruszyło ambicję managerów, którzy stwierdzili, że stocznia załatwi nam samochód i kogoś jako przewodnika w ciągu najbliższej godziny. Padło na Mr. Wanga, z którym jeszcze tego poranka prowadziliśmy negocjacje. On także nie widział jeszcze Wielkiego Buddy, więc miał okazję skorzystać.

Niestety, nie dopisała nam pogoda. Lało coraz bardziej. Zatrzymalismy się gdzies po drodze i Mr. Wang w ramach reprezentacji zakupił wszystkim parasolki.

Po mniej więcej półtoragodzinnej podróży dotralismy do Wu Xi, a ściślej do kompleksu swiatyń Lingshan. Obszar jaki zajmiwały, był ogromny. Ruszylismy szeroką aleją za innymi pielgrzymami, którzy tak jak my chronili się pod parasolami.

Wu Xi 02

Daleko w tle majaczyła we mgle sylwetka gigantycznego Buddy, lecz póki co wszyscy zatrzymywali się przy wielkiej kolumnie w formie kwiatu lotosu,

Wu Xi 01

Mielismy szczęście. Po chwili bowiem wśród rozbrzmiewającej zewsząd spokojnej muzyki płatki kwiatu zaczęły się rozchylać i ukazały małego Buddę.

Wu Xi 03

Mały budda miał podniesioną lewą rękę w geście błogosławieństwa i udzielał go wszystkim obracając się  powoli o trzysta sześćdziesiąt stopni.  Zalatywał ów pokaz kiczem na kilometr, lecz wystarczyło odwrócic się i popatrzec na twarze zebranych wokół ludzi by zaakceptować ów show. Inaczej ranilibyśmy ich uczucia religijne.

Wu Xi 07

Kto mógł, ten robił pamiątkowe zdjęcia. A w dobie telefonów komórkowych niemal każdy może.

Wu Xi 06

Wu Xi 21

Wu Xi 22

Kiedy mały Budda ponownie skrył się w zamkniętym kwiecie lotosu, przyszła pora na napełnienie butelek wodą ze świętego źródła, z którego zasilane są fontanny tryskające wokół kolumny.

Wu Xi 23

Na całym świecie modlimy się do rozmaitych bogów, lecz rytuały pozostają te same. Cześc oddawana obrazom lub posągom, wiara w uzdrawiającą i zapewniającą pomyslność moc świętych relikwii, pełna pokory modlitwa… Tyle ofiar pochłonęły bezsensowne wojny religijne, a być może kiedyś, u kresu tego świata okaże się, że nie miały one znaczenia, bo w rzeczywistości wszyscy modlili się do tego samego Stwórcy, lecz w rozmaity sposób wyobrażanego?

Ruszylismy w dalszą drogę, by po kilku minutach dotrzeć do figury przedstawiającej dłóń Buddy wraz z pieczęcia oznaczającą bezpieczeństwo. Ludzie wierzą, że dotknięcie owej dłoni i okrążenie jej zapewni pomyślność. Brązowa statua błyszczy się wypolerowana na lini dotyku tysięcy albo i milionów dłoni.

Wu Xi 09

Od dłoni wielkie schody wiodły ku cokołowi, na którym wznosił się 88-metrowy posąg Buddy. Jego głowa ginęła w chmurach.

Wu Xi 10

Kiedy weszlismy wyżej, stopniowo postac ukazał nam się w całości.

Wu Xi 12

Po natępnych kilku minutach dostalismy się na szczyt cokołu, by stanąć u stóp Buddy.

Wu Xi 20

Jego paznokcie równiez były wypolerowane od ciągłego dotykania przez przybyszów.

Wierzący skupili się na modlitwie.

Wu Xi 13

Z cokołu rozpościerał się widok na cały, światynny kompleks.

Wu Xi 14

Po obejściu posągu dookola, zaczęlismy marsz w dół. Na dziedzińcu jednej ze świątyń w specjalnych misjach płonęły setki kadzidełek. Na specjalnych wieszakach zawisły wokół nich tabliczki. Nie wiem co oznaczały. Najprawdopodobniej inetncje modlitwy,

Wu Xi 15

Nieco dalej kolejny posąg Buddy, tym razem z dziesiątkami dzieci.

Wu Xi 16

Trzeba przyznać, że artyście nie brakowało pomysłowości, by oddać charakter psocących bez umiaru chłopców, figlujących na ciele roześmianego Buddy. Przy nim nic złego nie mogło im się stać

Wu Xi 17

Wu Xi 18

Zabrakło juz czasu, by odejśc w bok, ku widocznej za posągami smoków pagodzie Manfeilong

Wu Xi 19

Zreszta nie tylko te jedną opusciliśmy. Udało nam się przejśc jedynie wzdłużną oś kompleksu od bram wejsciowych do posągu oraz z powrotem. Obszary leżące po bokach może uda się kiedys obejrzec przy innej okazji.

Przemoczeni pomimo parasoli, kecz zadowoleni wsiadaliśmy do auta. Wreszcie po kilku tygodniach remontu, kiedy nasze życie ograniczało się praktycznie do terenu stoczni, mogliśmy także coś zwiedzić. A następnego dnia czekał Szanghaj i między innymi okazja do wjazdu na platforme widokową wieżowca w kształcie otwoeracza do butelek, ale o tym napisałem już wtedy.

Gdynia, 24.08.2010; 13:35 LT

Komentarze