FERIE, SĄDY I ANORAKI

          

Liczyłem, liczyłem i nijak nie udało się wykroić więcej wolnego. Ferie zaczynają się juz w sobotę, a ja w środę wieczorem muszę jechać do Antwerpii. Na szczęście, mam nadzieję, tylko na cztery dni. A potem mam już zaklepany tydzień urlopu. Jest więc szansa, że spokojnie miną nam dni spędzone razem. Na następny tydzień bedę musiał jeszcze wyskoczyć do Niemiec, ale też nie na długo więc w zasadzie będzie można to połączyć z wycieczką. Załatwię to tak, byśmy mogli zwiedzić Bremen, może muzeum na dawnej granicy niemiecko-niemieckiej i może coś jeszcze. Cholera, wyjątkowo zbiegły się te wyjazdy na przełomie sycznia i lutego. I tak cud, że przynajmniej ten jeden tydzień udało się złapać. Zaległy, z poprzedniego roku więc wciąż otwrte konto na ewentualne wolne latem.

A w telewizji mówią właśnie o rewolucji sądowniczej Ziobry. Nie ukrywam, że daleko mi do darzenia sympatią ani „Prawa i Sprawiedliwości” ani samej osoby obecnego ministra sprwiedliwości. Trudno jednak mi oprzeć się wrażeniu, że projekt ministra jest krokiem we właściwą stronę. Niejeden drobny złodziejaszek, wandal, oprych spod ciemnej gwiazdy niemal jawnie drwił sobie z policji, kiedy przyłapany na przestepstwie często nazajutrz znów straszył swą obecnością mieszkańców jego osiedla. Niewydolność sądów i przepisy chroniące prawa bandytów, niewątpliwie jako wynik odreagowania braku praw normalnych ludzi zatrzymywanych za komuny przez milicję są jedną z przyczyn obecnego poczucia zagrożenia. Radykalne środki podjęte na angielskich stadionach, stanowcza walka z drobną przestępczością w Nowym Jorku – obydwie akcje skuteczne dzięki bezkompromisowosci i zdecydowaniu, pokazują, że to właściwy kierunek. Jest już obawa, że ograniczy się niektórym prawo do obrony, ale to chyba mimo wszystko mniejsze zło niż rozpasane watahy osiedlowych gangów.

Piszę i słucham jednym uchem dalszego ciągu wiadomości, a tam donoszą z euforią, że już nie trzeba męczyć sie zapamietywaniem rozmaitych haseł do komputera, bo istnieje mozliwość samodzielnego wszczepienia sobie pod skórę niewielkiego chipa, który bedzie naszym identyfikatorem w konwersacji z komputerem. Brrr, to juz mi pachnie Wielkim Bratem. Może taki chip będzie mieć spore zalety. Dzięki temu nigdy nie zapomne kluczy do mieszkania, bo chip zapewne stanie się kluczem do elektronicznego zamka. Nie zapomne też karty kredytowej bo i ona zmieści się w chipie. Gorzej, że zapewne nie skryje się przed ciekawskim okiem internautów namierzających na mapach google mój chip. Anoraki, zrobią to by realizować własne hobby. Gorzej gdy zechce mnie obserwować szef albo ktoś nieżyczliwy.

Przypomniało mi się przy okazji owo określenie „anorak”. Spotkałem się z nim w Tilbury koło Londynu, kiedy przyszedł odwiedzić nas pewien nawiedzony gość by uzupełnić… kronikę  naszego statku. Facet od lat spisywał nazwy statków wpływających do portu w Tilbury, a potem na podstawie rozmaitych publikacji śledził ich losy. Kiedy przypływały ponownie, przychodził, by u źródeł uzupełnić dane. Rzecz działa się pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy internet nie był jeszcze tak bardzo powszechny, a przecież facet zajmował się tym jeszcze w epoce przedinternetowej. Ileż zachodu musiało kosztować go zdobywanie owych tylko jemu potrzebnych informacji. Jego pasja wywołała moje wielkie zdziwienie, ale też byłem pod wrażeniem jego mrówczej pracy.

– To anorak – skwitował całe zajście agent.

– Kto?

– Anorak. Nazywamy ich tak od ciepłych kurtek typu anorak. Potrafią stać w takiej kurtce na zimnie godzinami przy torach, by spisywac numery boczne przejeżdżających wagonów kolejek podmiejskich.

Cholera! Wyszło na to, że mając dziesięć lat sam przez krótki okres czasu byłem anorakiem J Co prawda nie stałem w kurtce przy torach, ale kiedy mi się nudziło siedziałem w oknie naszego domu z zeszystem na parapecie i zapisywałem numery boczne przejeżdżających autobusów. Żaden się nie powtórzył! Pewnie dlatego, że nigdy nie miałem tyle cierpliwości co rasowy anorak i odchodziłem od okna zanim zapisany autobus zdążył pokonać swoją trasę ponownie.

Gdynia, 09.01.2006; 23:00 LT

Komentarze