ANTWERPIA

           

Okazja nadarzyła się niespodziewanie. Statek miał przepłynąć na inną, dość odległą keję, a ja ten dystans miałem pokonać samochodem. O zmierzchu wylądowałem we włoskiej restauracji, gdzie rozłożyłem się z laptopem i miedzy pizzą a deserem przygotowywałem raport z wizyty.

Wcześniej jednak skorzystałem z podarowanego czasu oraz przepięknej, słonecznej pogody i wybrałem się na spacer po starej Antwerpii.

Przywitała mnie pozostałosciami zamku nad brzegiem Skaldy.

Na jego murach, ku pamięci potomnym zachowano informacje o wkładzie m.in. polskich żołnierzy w oswabadzanie ujscia tej wielkiej rzeki spod hitlerowskiej okupacji.

Oczywiście Antwerpia to przede wszystkim Grote Markt z gorującą nad nim znad sąsiedniego placyku wieżą katedry.

Wieża jakby wskazywała kierunek patrzenia. W mieście tym bowiem życie toczy się bujnie na dachach kamienic. Życie zamknięte w chwili ręką artysty. Życie zastygłe lecz jakże dynamiczne zarazem i jakże fantastyczne formy przyjmujące…

Postacie mitologiczne albo rodem z opowieści przypływających tam przed wiekami marynarzy spoglądają ponad kamienicami na bogato zdobione budowle sakralne, na których aż roi się od świętych i aniołów.

Przepych barokowych kościołów potrafi usadzić w ławce na długie minuty przykuwając wzrok kolejnymi odkrywanymi detalami.

Matka Boska z Dzieciątkiem jest obecna także na ulicach tego zamożnego miasta. Takich rzeźb jest tam mnóstwo a osobie Zbawiciela zawsze towarzyszą charakterystyczne latarnie.

Ma Antwerpia oprócz pełnego zgiełku rynku oraz głównych ulic, także liczne zaułki, odkrywanie których przynosiło prawdziwą przyjemność. Życie toczy sie tam zdecydowanie wolniejszym rytmem. Jest czas na chwilę niespiesznej rozmowy…

Można też natknąć się na antykwariat , którego właściciel nie inwestując zbytnio w przesadną reklamę zachęca do odsprzedaży starych zdjęć, książek, afiszów, medali, czy po prostu

ciekawostek. Można podziwiać misterne koronki wystawione na sprzedaż dla turystów, albo po prostu usiąść i napić się belgijskiego piwa, którego mnogość gatunków poraża każdego.

A kiedy znudzi się oglądanie witryn, zawsze znów spojrzeć w górę, gdzie z duzym prawdopodobieństwem zobaczy się charakterystyczny lampion w narożniku nieodległej kamienicy.

Piękne miasto. Tak jak piękna jest stara Europa. Miłym akcentem były dla mnie też przewodniki w języku polskim w sklepach z pamiątkami. Jesteśmy licznym narodem i za kilka lat takie obrazki to będzie zapewne normalka, tak jak normalne wydają się rozmaite przewodniki w języku niemieckim, francuskim czy włoskim. Procentuje też członkowstwo w Unii.

I gdyby tylko drogi mieli Belgowie trochę lepiej oznakowane. Co z tego, że autostrady, że oświetlone nocą, kiedy drogowskazy zazwyczaj nieiwelkie, do odczytania dopiero w ostatniej chwili i często tuż przed skrzyżowaniem nie dając chwili do zastanowienia się. Ale to już zupełnie inna historia.

Antwerpia, 15.01.2006; 00:25 LT

 

 

Komentarze