SOPOCKIE ZACHODY

SOPOCKIE ZACHODY

I znów nie mogłem się powstrzymać, by nie pstryknąć kilku fotek.  Praca w Sopocie ma te zalety, że wracać z biura do domu można po prostu plażą. To taka wartość dodana. Można chociaż na chwilę przewietrzyć głowę i zostawić natłok spraw pod pokrywą zamkniętego własnie laptopa. Lubię takie wieczorne albo poranne spacery. Szkoda, że nawet te trzy kwadranse tak ciężko wcisnąć w codzienny rozkład zajęć.

Te kilka kroków na promenadę nierzadko oznacza spotkanie, z którymś z naszych sympatycznych współmieszkańców. Od jeseini do wiosny niemal regularnie spotykałem wieczorem lisa w okolicach Parku Jelitkowskiego. Dziki miałem szczęście widywać raczej w Gdyni, ale nie wątpię, że i w Sopocie albo w Gdańsku się pojawiają. Tym razem był to tylko sympatyczny jeżyk.

Sopot 10

Jeże są już tak powszechne, że trzeba uważać kiedy się jeździ ulicami Sopotu albo Jelitkowa, by nie zrobić im krzywdy kiedy maszerują zajęte swoimi sprawami.

I w końcu plaża… Sopocka marina widoczna doskonale, a toń Bałtyku tworzy niesamowity kontrapunkt dla płomiennego nieba.

Sopot 01

Kilka minut marszu i znów te kutry rybackie. Kiedyś może żałowałbym kliszy i głęboko zastanawiał się na co przeznaczyć trzydziestosześciokadrową szpulę. Przyszły jednak takie czasy, że cyfrówki zmotły ograniczenia ilościowe. Na nieszczęście cierpiących rodzin i przyjaciół zmuszonych oglądać slajdowiska z wakacji. Napisano już mnóstwo kabaretowych skeczy na ten temat i na swoisty savoir vivre takich pokazów (ponieważ ja dziś wyświetliłem na imprezie ponad półtora tysiąca swoich slajdów, to „z zainteresowaniem” obejrzę drobne osiemset fotek przyjaciół zapraszających do siebie w kolejny weekend).

Dlatego oszczędzę Wam widoku owych kutrów fotografowanych tyle razy.

Hm… jednak to mój blog, a ja jakoś nie mogę się powstrzymać. Kto zmęczony niech szybko przeskoczy kilka linijek dalej.

Sopot 05

Na sopockich plażach rozłożyły się ostatnimi laty rozmaite kawiarnie. To fajna alternatywa dla tych, którzy niekoniecznie mają czas, by uprawiać „kocing” w ciągu dnia. Ja od takich należę, więc chętnie bym usiadł, ale dziennego grafiku nie da się rozciągnąć, więc pstrykam kolejną fotkę i maszeruję dalej.

Sopot 03

Sopot 06

Ściemnia się coraz bardziej. Wieczorny prom z Gdyni do Karlskrony zdążył wypłynąć juz na pełne wody Zatoki Gdańskiej i wkrótce weźmie kurs na północ.

Sopot 07

Przede mną w zapadającym zmierzchu rozbłyskują stopniowo światła portu w Gdańsku.

Sopot 08

Dalej nie pójdę, bo w końcu drogę przecina mi uchodzący do morza Potok Jelitkowski. To ten sam, którego wody poruszają koła opisywanej nie dawno kuźni w Oliwie. Mógłbym ściągnąć buty i pomaszerować dalej przez wodę boso, ale o tej porze już mi się nie chce. Skręcam w prawo i wzdłuż brzegu potoku idę w kierunku promenady. Tam jest mostek, który często przemierzam. Z niego zrobię ostatnie tego dnia zdjęcia. W kierunku ujścia. Tam zamieszkuje kolonia dzikich kaczek – kolejnych zwierząt, które przystosowały się do życia wśród ludzi.

Sopot 09

W oddali widać światła stojącyh na redzie statków. W takich chwilach zbiera we mnie nostalgia za tamtym światem. Gotowy byłbym znów stanąć przed ekaranem radaru, rzucić komendę na ster i ruszyć w kierunku oceanu. Pstrykam fotkę i idę na kolacje. Stąd już tylko kilka minut do domu.

Gdańsk, 19.06.2014; 13:45 LT

...

Read More Read More

11 thoughts on “SOPOCKIE ZACHODY

  1. Jak zdjęcia fajne, to i pięćset na jedno posiedzenie ogląda się z przyjemnością! Lubimy Twoje zdjęcia i nawet gdybyś zamieszczał ich znacznie więcej, to nadal chętnie będziemy oglądać. Nawet jeżeli będą to kutry po raz 39487562348976529384765 🙂
    Pozdrawiamy!

  2. Zgadzam się z Gosią i Piotrem. Zdjęcia na Twoim blogu są niezbędnym dopełnieniem bardzo ciekawych wpisów i nigdy nie będzie ich zbyt wiele. A kolorystyka najpiękniejszego spektaklu natury, jakim jest zachód słońca nad morzem, jest niepowtarzalna i nie każdy ma okazję na co dzień być jego świadkiem :-). Ja do najbliższego morza mam ok 550 km. a dzięki Tobie – jest znacznie bliżej.. 🙂

  3. Troszkę zazdroszcze takich widoków znikajacego dnia!!! Wspomienia moje pobiegły do wschodów słońca na plazy w Gdyni!!! Od czasu do czasu wstawliśmy po 4 rano i ze Śląskiej przez Świetojańską i Wzgórze Nowotki (byo takie) bieglismy na pażę.!!!!Rozkładalismy sie w koszach czekając na wsod słońca i orzeżwiającą kapiel o świcie!!!! Pałaszawolismy owoce i sypialiśmy w koszch aż do przyjscia ratowników!!!! O rany kiedy to było??? tylko 50 lat temu.

  4. Gosia i Piotr, dziękuję. Wasze zdjecia tez są piekne, a te ostatnie z Islandii były szczególnie bliskie mojemu sercu – i broń Boże, nie przemawia teraz przeze kurtuazja 🙂
    Pozdrawiam.

  5. Halszkawu, dziękuję 🙂 Generalnie tak wlaśnie ma być. Staram się nie ograniczać tekstu – przewaznie każdy wpis to cztery, a często więcej stron formatu A4, a zdjęcia mają sprawić, by nie tytlko wyobraźnia została zaprzęgnięta do lektury. Miło mi, że taka forma jest akceptowalna 🙂
    Jeżeli masz 550 km do morza to zapewne znacznie bliżej do gór, a to też jest nie od przecenienia.
    Pozdrowienia.

  6. Lusia, pamietam te kosze. Głównie ze Świnoujścia, bo w Trójmieście w pacholęcych latach bywałem rzadziej. Potem te kosze zniknęły z naszego wybrzeża, lecz zauważyłem że ostatnio znów się nieśmiało pojawiają. Od razu przypomniały mi się tamte lata.
    Pozdrawiam 🙂

  7. trafiłam tu przypadkiem i wsiąkłam 🙂 wpadłam w morskie fale i nie jestem w stanie się wydostać. może dlatego, że nie chcę 🙂 piękny blog, na pewno będę wracać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *