ZOSTAŁA TYLKO PLISKA

ZOSTAŁA TYLKO PLISKA

Pod koniec lutego dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego byłego teścia.

Ilekroć słuchałem „Miasteczka” w wykonaniu Pawła Orkisza, której to piosenki tekst odnosił się rzekomo do Andrychowa, miałem przed sobą postać ojca mojej eks. Pochodził z tamtych stron, góral z Beskidów, twardy i nieugięty jak smagane wiatrem buki.

Jak to czasem plotą się ludzkie losy… Będzie już wkrótce dziesięc lat jak tamto małżeństwo odeszło w przeszłość, a mimo to do końca pozostałem gdzieś na szczytach Jego autorytetów, niejednokrotnie zażenowany, nie znajdując niczego, czym mógłbym sobie mógł zasłużyć na aż takie wyróżnienie.

Gdzieś w grudniu zostałem jeszcze poproszony, bym przekonał Go, aby zaczął jeść.

– Tylko ciebie może posłuchać – usłyszałem.

To była nasza ostatnia rozmowa.

Nie wiem czy pomogła, ale czy twardego górala można do czegoś przekonać? Pamiętam Jego opowieści jak podczas wojny wystarczyła mu garść pszenicy w kieszeni za całe pożywienie. Zawsze uważał jedzenie za zawracanie głowy i chociaż kotu nie żałował wołowiny z najwyższej półki, sam wybierał najprostsze potrawy z ziemniakami w roli głównej.

Niewiele razem wędrowaliśmy, więc w pamięci utkwiła mi przede wszystkim wycieczka z Nim na Leskowiec, który sam wielokrotnie, będąc w rodzinnych Rzykach odwiedzał.

Jego głód poznawania świata był ogromny. Chociaż w okresie, w którym Go znałem nie zapuszczał się dalej niż na Słowację albo od Czech, czytał namiętnie „Poznaj Świat” i „Poznaj Śwój Kraj”, zbierał mapy, a nad jego ogromnym atlasem świata sam siadywałem z przyjemnością.

O mapach i wycieczkach najlepiej rozmawiało się na działce. Tam był jego azyl. Hodował ogromne ilości ogórków, pomidorów, papryki, które potem rozdawał, bo nie dawało się zjeść takiego mnóstwa. Chociaż wiadomo, że to wymaga pracy, wydawało się, że samo Mu rosło, bowiem przy naszych wizytach zawsze była przed wszystkim altana, gdzie przy nalewkach własnej roboty rozmawiało się o tych najbliższych jak i bardzo egzotycznych zakątkach świata. No i o przygodach oczywiście. On miał ich mnóstwo i uwielbiał o nich opowiadać, chociaż trzeba przyznać, że akurat narracja nie była Jego najsilniejszą stroną. Często bywało więc, jak w owej piosence „Gawędziarze””

I chyba każdy już zasnął

Tylko autor słuchał

Kiedy w sierpniu ubiegłego roku brałem ślub z Moim Aniołem, niespodziewanie jednym z prezentów była butelka „Pliski” przekazana od Niego przez Paulinę. W takim momencie! Wzruszył mnie Jego gest. 


To Jego ulubiona brandy. Niejeden kieliszek wspólnie wypiliśmy. Człowiek odszedł, brandy pozostała. Na pożegnalny toast.

– Trzymaj się wiatru! – zawsze tak się żegnał.

– Trzymaj się wiatru! Tam, w niebie na Leskowcem.

Szczecin; 10.03.2013; 01:50 LT

...

Read More Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *