PRZEMYSŁAW GINTROWSKI

PRZEMYSŁAW GINTROWSKI

Na Niemcowej, jeszcze jako licealista usłyszałem o nim po raz pierwszy.  ZSRR prowadził wojnę w Afganistanie, nikomu jeszcze nie śniło się, że może powstać coś takiego jak „Solidarność”, a Doktorek swoim donośnym głosem śpiewał z akompaniamentem gitary wieczorami przy wątłych płomieniach świec „Mury”, „Obławę”, „Krajobraz po uczcie”… Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński – to trio wtedy zapamiętałem. Niejednokrotnie później ciarki przechodziły mi po plecach, kiedy słuchałem jego charakterystycznej, dynamicznej muzyki. Dynamicznej lecz bez utożsamianego z dynamiką łomotu. Ot chocby przejmująca „Matka Królów” – opowieść o burzliwych latach polskiej historii na przykładzie życia jednej rodziny i jej pełna niepokoju ścieżka dźwiekowa. Przemysława Gintrowskiego kojarzyłem zawsze jako kompozytora takich trochę monumentalnych i bardzo zaangażowanych utworów. Zaskoczył mnie niezwykle ciepłą, lecz po męsku szorstką kołysanką w filmie „Tato”.

Kiedy słyszałem nazwisko Gintrowski, wiedziałem, że mogę decydować się na słuchanie „w ciemno”. To była zawsze uczta dla ucha. Była. Nadal będzie, lecz nie powstanie już nic nowego. Wczoraj Przemysław Gintrowski odszedł, a wraz z nim kolejne wspomnienia z mojej młodości. Niech Mu śpiewają i grają chóry anielskie, ale nie ckliwie i łagodnie, lecz z ekspresją jaką potrafił się dzielić tylko On.

Szczecin; 21.10.2012; 13:15 LT

...

Read More Read More

One thought on “PRZEMYSŁAW GINTROWSKI

  1. Doktorku, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, ze skopiowałem poniżej Twój komentarz z Facebooka. Nie chodzi mi bynajmniej o wielkość szuflady, chociaż pojemność zawsze ma znaczenie, by wszystko zmieściło się jak należy. A tak poważnie, Facebook to mnogość wydarzeń na osi czasu, na której starsze notki szybko odchodzą w niebyt. Ja chciałem ocalić w blogu Twoje osobiste wspomnienie o Jacku Kaczmarskim i Przemysławie Gintrowskim.

    „Wielki jesteś Steve, Wielka jest Twoja Szuflada! Jacek Kaczmarski odszedł pierwszy, mi pozostało w głowie Co, się stało z naszą klasą, chyba najbardziej osobistą. Przemek, pamiętam go z zadymionej salki w Hybrydach, lata chyba 79-80, po jakiś przesłuchaniach OPPA, było już bardzo rano. Chyba jeszcze wtedy nie grali razem. Wtedy usłyszałem piosenkę Śmiech. Śpiewałem ją wam często na Niemcowej, kocham ja do dzisiaj, była bardzo smutna, mimo, że pierwsze wykonanie Gintrowskiego, było żartem, bardzo mi się to podobało. Kpina z tego, że mamy się bać przeznaczenia. Wiesz fajki, gorzała. Piosenkę, usłyszałem jeszcze raz po śmierci Jacka Kaczmarskiego, nie pamiętam gdzie, jakiś wieczór poetycki, teatr, program w TV. Zupełnie inaczej ją słyszę, jest pełna bólu, wrażliwa, smutna, jak bajka o Pinokio. Bardzo śmiesznie jest umierać .. Znalazłem ich razem http://www.youtube.com/watch?v=2GX1RodazZM Wielki jesteś Steve, napisałaś o tym. Ja, jak przeczytałem na WP o śmierci Przemka, upiłem się, bardzo dokładnie, a piosenkę Śmiech wysłuchałem kilkanaście razy, Jest bardzo osobista.
    Pozdrawiam Grzesiek – Doktorek”

    Mało mam czasu na pisanie bloga (zazwyczaj pisuję w weekendy, „na kolanie”). Tak było też z notką o Przemysławie Gintrowskim. W sobotę wieczorem dowiedziałem się o jego śmierci, a w niedzielę jeszcze przed wyjazdem od taty starałem się szybko coś napisać, by nie odwlekać tego o kolejny tydzień. Było to bardzo „na gorąco” bez rozmyślania o dyskografii. Twój komentarz przypomniał mi utwory, które także przez długi czas towarzyszyły mi w życiu. „Śmiech” puszczałem sobie wielokrotnie u schyłku mojego pierwszego małżeństwa, a „Nasza klasa”, hm, nie policzę, ale ilekroć jej słucham widzę wszystkie twarze ludzi, z którymi spędziłem najwspanialsze cztery licealne lata. Dziękuję Ci za ich przypomnienie oraz za link.

    Pozdrawiam,
    Steve

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *