TRAVIATA

TRAVIATA

„Mówisz i masz”. Paulina wspomniała mi kiedyś, że chciałaby obejrzeć „Traviatę”, a tu Opera Bałtycka akurat umieszcza ją w swoim reprtuarze.

Oczywiście nie mogliśmy nie pójść. Dziewczyny zaopatrzyły się w chusteczki nie tylko z powodu kataru i nie tylko z powodu kataru były użyte. Ja nawet nie wiedziałem co się święci ponieważ jestem ignorantem w dziedzinie opery zupełnym (poza tym, że rozpoznaję kilka arii), a i na dodatek „Damy Kameliowej”, na podstawie której owo dzieło powstało róznież nie przeczytałem.

Pomyślałem, że będę jak ów bohater filmu Allena „Drobne cwaniaczki” (grany zresztą przez niego samego) podczas pobierania lekcji malarstwa:

– Czym róznią się te dwa obrazy? – pyta jego nauczyciel

– Tamten ma większe ramy (?) – odpowiada niepewnie uczeń

Pamiętam swoje wyjście na „Straszny Dwór” i ogromną frustrację, ponieważ w ogóle nie byłem w stanie usłyszeć libretta. To, znaczy słyszałem je, ale bez zrozumienia – nie byłem w stanie rozpoznać tekstu, lecz jedynie samą melodię.  Obawiałem się, że tym razem będzie podobnie. A tu niespodzianka. Opera śpiewana jest w oryginalnym, włoskim języku, a tłumaczony na polski tekst wyświetlany jest na elektronicznej tablicy ponad sceną. Doskonały pomysł.

I już na samym początku jedna z najsłynniejszych arii w historii opery w ogóle. „Pijmy za zdrowie miłości”. Słuchać nagrań to jedno, ale na żywo to przeżycie szczególne.

Jedna z najsłynniejszych paryskich prostytutek podupada na zdrowiu. Jej klientela przypomina sobie o  niej dopiero przy kolejnym spotkaniu, lecz jest jeden, który intersował się stanem jej zdrowia przez cały czas. Jeden, który ją kochał i pragnął poślubic.

Wiedli szczęśliwe życie na prowincji, które kosztowało wszystkie oszczędności tej kobiety. Jej kochanek, gdy przejrzał na oczy i zrozumiał, że z miłości dla niego straciła cały majątek rusza do Paryża po zastrzyk finansowy, ale w tym czasie do domu przybywa jego ojciec z żądaniem zerwania owego hańbiącego rodzinę związku. Była prostytutka odmawia, lecz wtedy ojciec prosi ją i błaga ponieważ to jedyna możliwość by jego córka, a siostra kochanka szczęśliwie wyszła za mąż. Ulega więc w końcu i zrywa z ukochanym. Oczywiście wszsytko wyjaśnia się pod koniec ostatniego aktu, kiedy to i skruszały ojciec, i jego syn a jej kochanek przybywają gdy ona leży już na łożu śmierci. Miłość zdawała się zwyciężyć, chociaż kochankom nie dane było już się nią nacieszyć. Po spektaklu powiedziałem, ze jak dla mnie to zakończenie było zbyt lukrowate. I wtedy dowiedziałem się, że w „Damie Kameliowej” wszystko bylo inaczej i bardziej życiowo. Ale też tamta powieść oparta była na prawdziwej historii (na fakatach, jakbysmy to dzis powiedzieli).

Niesamowite, że ten elitarny zdawałoby się gatunek sztuki w czasach rozkwitu muzyki pop, jest w stanie zgromadzić na widowni komplet widzów. Obejrzeliśmy „Traviatę” tylko dlatego, że na parę dni przed spektaklem w kasie było kilka biletów ze zwrotów. A na widowni przekrój wiekowy niezwykły: od  bardzo licznie reprezentowanej młodzieży (nie były to wyjścia szkolne, bo nie byly to grupy lecz malutkie grupki przyjaciół bądź pojedyńcze pary), poprzez średnie pokolenie i niemałą rzeszę staruszków.

Pamiętam, jak na tym samym blogu gdzies w jego początkach opisywałem swoją jazdę samochodem i umęczone uszy muzyczną sieczką jaką moje dzieciaki podczas drogi mi serwowały. Minęło kilka lat i córka wyciąga mnie na operę, dyskutujemy razem o Cohenie, a syn z przyjaciółmi słucha moich starych płyt winylowych. Wszystko ma swój czas i potrzeba jedynie cierpliwości.

Sopot, 19.08.2011; 16:50 LT

...

Read More Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *