O MELANCHOLII I OCZEKIWANIU

O MELANCHOLII I OCZEKIWANIU

Otworzyłem kolejny słoik kawy. Jeden wystarcza mi niemal dokładnie na miesiąc. Mam więc nadzieję, że to już jest ostatni.

Rozjechali się prawie wszyscy… Apogeum aktywności przypadło na koniec maja, kiedy nasz dział (i nie tylko) w wiekszości przeniósł się tutaj. Dwudziestego drugiego maja pożegnaliśmy pierwszy ze statków…

Wieczorem z tej okazji poszliśmy na kolację do Turka, gdzie podawano m.in. meksykańskie piwo (kto wie, może made in China).

Z czteroosobowego grona, które paliło owego wieczoru shishę, tylko ja jestem jeszcze w Chinach.

Część ludzi (rownież tych, którzy owego dnia u Turka nie byli) wyjechała wkrótce potem. Następni zaczęli się zbierac gdy zakończył się remont drugiego statku, a jeszcze inni uzależnili swoje plany podróżnicze od zgoła niestoczniowych powodów.

Dziś rano kiedy jechałem samotnie (w tłumie Chińczyków) rowerem na statek wsłuchany w nadawaną z głosników muzykę, zastanawiałem się nad swoim położeniem. Z jedenej strony spokój, bo pomimo nawału obowiązków, łatwiej mi organizować swój dzień pracy w pojedynkę. Lubię pracowac sam. Grupa mnie rozprasza. W grupie lubię przebywać, pogadać, czasem się powygłupiać, ale na efektywność pracy ma to wpływ fatalny. I taki sam na moją samoocenę gdy widzę powiększającą się stertę spraw do załatwienia, wymykająca się spod kontroli. Zamiast na  szóstą nastawiam budzik na piątą trzydzieści, zamiast na piątą trzydziesci – na piątą zero zero, od biurka wstaję coraz później, a postepu nie widać… I wtedy wszystko zaczyna mnie wkurzać, bo nie lubię gdy tracę panowanie nad sytuacją.

Teraz mam więc ten komfort, ze „sam sobie sterem…”

Ale czy człowieka można w pełni zadowolić? Ów drugi, wyremontowany już statek nie wyjechał, bo kryzys daje się we znaki. Czekają na ładunek. Mam więc póki co na głowie dwa. Kiedy zaczyna sie dziać coś nieoczekiwanego, jak wczoraj, latam jak kot z pęcherzem od jednej kei do drugiej, po drodze zaliczając stoczniowe warsztaty i biura. Dobrze, że rower sprawny i jeszcze nie ukradziony.

Wtedy myślałem sobie, że grupa nie jest jednak taka zła – podział obowiązkow to duża ulga. A nastroju melancholii dopełniała świadomość, że niektórzy z kolegów już w Polsce, juz wśród innych spraw… Ja zaś mogłem co najwyżej przekazać przez nich maskotkę, albo czekoladki dla Anioła. Od naszego ciepłego, wiosennego weekendu, kiedy to wpadlem na jedną dobę do Gdyni minęło już tyle czasu… Tyle tesknoty się wylało, a coraz jej więcej wbrew prawom fizyki.

Wypad z Pauliną do Łodzi już dawno odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdy okazało się, że nie zdążę wrócić przed końcem maja.

Tomka nie powitam, gdy przyleci z USA, bo też nie zdążę wrócić.

Może skończę tą wyliczankę, bo wyjdzie, że zamieniłem ludzi na statki.

Żeby się pokrzepić, napiszę, ze jadą posiłki. Będzie następny kolega, a nawet sama dyrekcja wpadnie tu na chwilę, przejazdem.

Dzięki temu, że Anioł koordynuje loty naszych pracowników, zdarza mi się czasem dowiedzieć szczegółów zanim pojawią się w oficjalnym mailu.

Czasem jednak i Anioł nie poradzi, gdy skrót myslowy pójdzie za daleko.

Zawsze podziwiałem ludzi, ktorzy potrafili jednym zdaniem oddać w pełni sens czegoś, do czego ja potrzebowałem pół strony papieru. Nawet w e-mailach, gdzie rozmaite skrótowce są w pełni aprobowane, ja jakoś trudno je oswajam. I nawet na blackberrym mozolnie wystukuję całe elaboraty, co mnie zresztą skutecznie zniechęca do owego miniaturowego gadżetu, powodując z kolei dalsze zaległości.

A przeciez można inaczej. Oto dzisiejszy przykład.

> Witam

> Tylko loty on on info dla pani info zeby wiedziec co i jak

>

> Czekamy

>

> Brgds

Jeden e-mail, a ile treści! Ja na jej miejscu zwróciłbym przede wszystkim na słowo „czekamy”, podkreslające dramaturgię sytuacji i dyskretnie zwracające uwagę, że należy działać natychmiast, bo nadawcy czekają. Ba! Ale jak działać? Z maila wynika, że jedno zdanie wystarczyło, żeby „wiedzieć co i jak”. I Anioł prawie wiedział! Prawie, bo musial wysłać jeszcze jednego maila, zeby się upewnić, czy na pewno to samo mieli na myśli. Właściwy lot (i trasa, i data) zostal zarezerwowany.

Do tej pory jestem w szoku.

Jiangyin, 10.06.2009; 21:35 LT

 

...

Read More Read More

4 thoughts on “O MELANCHOLII I OCZEKIWANIU

  1. Też zawsze podziwiam ekonomię słowa, eksplikująca sedno – bo sama ekonomia to za mało. A Anioł i Ty? Tylko powiem – a nie mówiłam?!:-))))) Serdeczności:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *