CZEKANIE NA DOBRE WIADOMOŚCI

CZEKANIE NA DOBRE WIADOMOŚCI

  

Szpital był zaplanowany na 17 września. Kolejne koronarografie nie poprawiały zdrowia taty na długo, więc lekarze postwaili na by-passy. Połowa urlopu jak mi pozostała (skromne dziesięć dni) musi mi wystarczyć na sprawy związane z tym wszystkim. Odwiedziny i ewentualna pomoc w domu w pierwszych dniach powyjściu ze szpitala. Dlatego po weekendowym pobycie w Szczecinie, wróciłem do Trójmiasta i czekałem na dalsze wiadomości. Trudno powiedzieć jaki jest grafik i ile trwa przygotowanie do operacji, a trzeba było „oszczędzać” urlop.

– Operacja będzie jutro – powiedział tato przez telefon. Wieczorem potwierdził.

Spakowałem rzeczy i ruszyłem w nocną jazde do Szczecina. Wyjechałem z Gdyni o 01:30 i tak jak się spodziewałem, wkrótce zaczęła się walka z sennością. Miałem to wkalkulowane w czas podróży wiec bez oporów i niepotrzebnego ryzykowania, zjechałem na krótką drzemkę na parkingu w Słupsku. Po drzemce kawa, kilka głebokich wdechów na świeżym, rześkim powietrzu i ruszyłem w dalsza drogę. Minąłęm Koszalin, ale za miastem monotonia nocnej drogi znów zaczęła przytępiac zmysły. Kolejny parking, tym razem w Krzywopłotach niedaleko słynnego pola naftowego koło Karlina, które wiele lat temu rozbudziło płonne nadzieje na polski Kuwejt w tamtym rejonie.

Myśłałem, że stamtąd wystraczy juz tylko jeden skok do Szcecina, ale musiałem zatrzymac się jeszcze raz w Nowogardzie. Stamtąd, przy swietle dziennym i przy dźwiękach porannej „Trójki” dojechałem nna miejsce. Dcchodziła ósma wiec nie jechałem już do domu lecz prosto do szpitala.

– Właśnie zabierają go na salę operacyjną – poinformowała mnie pielęgniarka.

I tak nie mogłem go zobaczyć, bo już wczesniej był w strefie sterylnej, w której nawet własnych rzeczy nie wolno było im trzymać, a co dopuero mówic o odwiedzinach….

Dostałem numery telefonów, pod którymi mogłem się dowiadywać o jego stan zdrowia. Wieczorem przyszła dobra wiadomość:

– Jeszcze nie jest wybudzony, oddycha przez respirator, ale pacjenci wybudzają sie zazwyczaj dopiero późnym wieczorem. Wszystko na razie w porządku i nie ma powodu do niepokoju.

– Kiedy mogę zadzwonić ponownie?

– Njalepiej jutro około dziesiątej-jedenastej. Wtedy bedziemy mogli powiedziec coś więcej.

Uff! Zeszło ze mnie napięcie. Tato ma przecież ponad 78 lat i wiek niestety nie jest jego sprzymierzeńcem w tej walce.

Przed południem kolejne próby połączeń. Dodzwoniłem się dopiero w południe.

– Niestety, w nocy miały miejsce powikłania i wystapiły objawy zawału mięśnia sercowego. Pacjent miał robioną koronarografię. W tej chwili jest na sali wybudzeń, przytomny, na własnym oddechu, ale za wcześnie by mozna było coś więcej powiedzieć o rokowaniach. To dopiero pierwsza doba po zabiegu.

Ponoć pierwsze trzy doby są najważniejsze. Mam zadzwonic po szesnastej. Będzie wiadomo coś więcej.

Najgorsza jest bezczynność oczekiwania. Cokolwiek by się nie zaczynało robić, myśli i tak wracają w stronę w szpitala.

Ale czekam.

Czekam.

Czekam na dobre wiadomości.

 

Szczecin, 19.09.2008, 14:25 LT

...

Read More Read More

3 thoughts on “CZEKANIE NA DOBRE WIADOMOŚCI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *